„Na skraju załamania” — B. A. Paris — Recenzja

„Na skraju załamania” — B. A. Paris — Recenzja
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, żona swojego męża. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Matka Cass zmarła kilka lat temu. Przed śmiercią chorowała na demencję, a pod koniec życia nie potrafiła samodzielnie funkcjonować — nie pamiętała, jak robi się herbatę i nie potrafiła sama się ubrać. Cass, dzisiaj szczęśliwa mężatka, coraz częściej zauważa u siebie problemy z pamięcią, jednak boi się powiedzieć o tym swojemu mężowi. Pewnego dnia niedaleko ich domu zostaje zamordowana kobieta, a Cass zaczyna popadać w obłęd.

Kiedy ginie przypadkowa osoba, to przykre, jednak kiedy Cass dowiaduje się, że ofiarą mordercy była jej znajoma, zaczyna mieć wyrzuty sumienia, że jakoś jej nie pomogła. Była ostatnią osobą, która widziała Jane żywą na leśnej drodze w pobliżu swojego domu, dlatego oprócz sumienia zaczyna nękać ją obawa, że morderca widział ją i myśli, że i ona zobaczyła jego.

Cass zaczyna dostawać głuche telefony, jak twierdzi, od mordercy. Najgorsze jednak jest to, że Matthew, jej mąż, nie wierzy, że ktoś nęka ją przez telefon. Dodatkowo Matthew zaczyna dostrzegać bardzo szybko postępujące problemy z pamięcią żony — ta zapomina, że zaprosiła przyjaciół na grilla, że zamówiła nowe sprzęty kuchenne w telezakupach, że zatrudniła firmę do zamontowania w domu alarmu. Nie pamięta nawet, jak obsługuje się pralkę i ekspres do kawy.

Cass, nękana przez tajemniczego prześladowcę, niewiarygodna dla lekarzy ani policjantów, którym Matthew powiedział o jej problemach z pamięcią oraz nerwicy, musi sama poradzić sobie ze swoimi demonami.

Kobieta zaczyna podejrzewać wszystkich: od sąsiada, który niedawno sprowadził się do okolicy i podejrzanie często kręci się koło jej domu, przez sprzedawcę alarmów przeciwwłamaniowych, który podczas wizyty w jej domu majstrował coś przy oknie w sypialni, aż po znajomego z pracy, którego zaskakująco często spotyka na mieście.

Na domiar złego, Cass dostaje od lekarza leki, które niekorzystnie na nią działają: całe dnie przesypia i nie jest świadoma, co się wokół niej dzieje. Tylko w takim stanie potrafi przetrwać samotne dni w domu, kiedy Matthew wychodzi do pracy, jednak świadomość, że przez leki nie może normalnie funkcjonować niepokoi ją.

Wreszcie Cass przez przypadek odkrywa, kto nękał ją głuchymi telefonami i przez przypadek pomaga policji rozwiązać również sprawę morderstwa.

Książka jednocześnie, moim zdaniem, była dobra i średnia. Z jednej strony naprawdę wciągająca, jednocześnie czytanie szło mi dość opornie i zajęło kilkanaście wieczorów. Przez cały czas, jak sama bohaterka, wierzymy w jej postępującą chorobę psychiczną i zastanawiamy się, jakie może być rozwiązanie tej zagadki, jednak przychodzi moment, w którym Cass jeszcze nie wie, a czytelnik już zaczyna się domyślać — dlatego odkrycie przez nią, kim był prześladowca, nie zaskoczyło mnie aż tak. Raczej tylko utwierdziło w przekonaniu, że miałam rację.

Mimo to książka była niezła, czytało się ją przyjemnie i chętnie sięgnęłabym po inne tytuły tej autorki, jednak bez takiego entuzjazmu, z jakim zabierałam się za „Za zamkniętymi drzwiami” i „Na skraju załamania”.