Czy warto jechać na See Bloggers?

Czy warto jechać na See Bloggers?
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, żona swojego męża. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

W zeszłym roku byłam na See Bloggers po raz pierwszy i bardzo mi się podobało. W tym roku Radolski pojechał na konferencję ze mną i muszę przyznać, że nasze odczucia nie są w stu procentach pozytywne. Dlaczego tak jest i czy mimo to warto jechać na See Bloggers? Zapraszam do czytania.

Weekend z nosem w telefonie, czyli konferencja dla twórców internetowych

Niesamowite i wyjątkowe na See Bloggers jest to, że tutaj każdy przez większość czasu siedzi z nosem w telefonie lub laptopie. Nagrywanie filmików i robienie sobie setek selfie siedząc samemu lub w towarzystwie przy stole, albo stojąc na korytarzu nikogo nie dziwi. Tutaj gadanie do telefonu jest tak samo naturalne, jak oddychanie.

Co więcej, podczas prelekcji i warsztatów zdecydowana większość widzów, a nawet sami prelegenci korzystają ze smartfonów, aktualizują statusy w social mediach i robią sobie zdjęcia — i nikogo to nie gorszy, ani nawet nie dziwi! Siedzenie z nosem w telefonie podczas wykładu nie jest żadnym faux pas, a raczej normą.

To zabawne i wiem, że postronne osoby uznałyby to co najmniej za dziwactwo i brak szacunku do siebie nawzajem, ale cóż — tak już jest w świecie ludzi, którzy żyją z internetów.

Dary losu, czyli prezenty od sponsorów

See Bloggers to impreza, na której nawet najmniejszy twórca internetowy może poczuć się jak celebryta i być rozpieszczany przez sponsorów. Dziesiątki marek próbowały skupiać na sobie uwagę jak największej części uczestników festiwalu, zachęcając do wzięcia udziału w licznych konkursach, pozwalając przetestować swoje produkty, oraz obdarowując wszystkich, bez wyjątku, upominkami.

Nie da się ukryć, że każdy lubi czuć się rozpieszczany i dostawać za darmo produkty, na które często nie mógłby sobie pozwolić. Z drugiej strony sama jestem przykładem na to, że jeśli dostaję jakiś produkt od sponsora, przetestuję go i naprawdę mi się sprawdzi, to później będę go sobie kupować — więc, jak widać, firmy doskonale wiedzą, co robią i pojawiają się na takich wydarzeniach między innymi po to, żeby zyskać nowych klientów.

Jak zaspokoić blogera?

Przede wszystkim, udzielając mu informacji. Co z tego, że na stoisku marki kosmetycznej mogę wziąć udział w konkursie i wygrać ich produkty, lub przetestować je na miejscu, skoro nie mogę się niczego o nich dowiedzieć?

Niestety, na dużej części stoisk partnerów zawiodła obsługa. Mogłam sobie stać i czekać, żeby dowiedzieć się czegoś o produktach danej firmy, podczas gdy jej przedstawiciele pili sobie kawkę i plotkowali. Uwierzcie, drogie firmy — nie zawsze chcemy tylko dostać darmówkę i odejść, czasami chcemy zaczerpnąć informacji czy porady, co często uniemożliwia olewające podejście obsługi.

Wyjątkiem było stoisko image4you, gdzie podczas czekania na wydruki naszych zdjęć panowie nas zagadnęli, spytali skąd jesteśmy, jak mija nam dzień i czy dobrze bawiliśmy się na wieczornej imprezie. Sympatyczna była też pani z Oillan, która wydawała się bardzo podekscytowana, kiedy powiedziałam jej, że niedługo zostanę ciocią. Takie podejście jest warte o wiele więcej, niż najpiękniejsze dary losu.

Kto zyskuje więcej: uczestniczy, czy obsługa?

Największym minusem na całym See Bloggers była dla mnie obsługa, to znaczy, wolontariusze, którzy mieli okazję zobaczyć całą imprezę od kuchni, pomóc w przygotowaniach i organizacji. Niestety, większość z nich bardziej skupiała się na tym, żeby wyciągnąć jak najwięcej wiedzy i rozrywki dla siebie, niż, żeby dobrze obsłużyć konferencję.

Strzałem w kolano ze strony wolontariuszy był dla mnie już pierwszy wykład (Jacka Kłosińskiego w sali kinowej — swoją drogą, to była jedna z lepszych prezentacji!). Weszliśmy na niego z niewielkim opóźnieniem i zauważyliśmy, że całkiem sporo uczestników konferencji siedzi na schodach i podłodze, podczas gdy obsługa zajęła miejsca na fotelach. Nie ładnie.

Druga wtopa to sytuacja, kiedy spytałam kilku wolontariuszek po kolei, gdzie odbędą warsztaty z Mają Sablewską — w sumie to chyba najbardziej znana prelegentka na tegorocznym See Bloggers i jedne z najbardziej oczekiwanych warsztatów — niestety, dopiero czwarta zapytana przeze mnie osoba z obsługi potrafiła mi udzielić informacji. Serio?

Nie zrozumcie mnie źle, sama kiedyś miałam okazję pracować przy podobnym wydarzeniu (chociaż na mniejszą skalę) i też korzystałam ze wszystkich dobrodziejstw — wchodziłam na co ciekawsze prelekcje, częstowałam się poczęstunkiem i tak dalej. Ale nigdy nie pozwoliłabym sobie na zajęcie miejsca uczestnikowi, który dostał zaproszenie na imprezę podczas, gdy sama jestem w obsłudze i nigdy nie pozwoliłabym sobie na brak podstawowej wiedzy o tym, co się na konferencji dzieje.

Twórcy twórcom

Jeśli chodzi natomiast o największe plusy konferencji (oprócz genialnej organizacji, za co teamowi, który jest na samej górze piramidy należy się ogromny szacunek, bo oprócz drobnych potknięć, często niezależnych od nich, wszystko było na tip top), bardzo podoba mi się to, że występujący na konferencji twórcy mówią o większości rzeczy wprost i chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem z uczestnikami zarówno ze sceny, jak i w rozmowie w cztery oczy.

Kilka razy zostały poruszone tematy, o których twórcy internetowi zazwyczaj nie mówią, co bardzo mi się podoba. Możemy dzięki temu poznać realia, zasięgi „dużych” twórców, konkretne kwoty — jest to swego rodzajem tabu, które na See Bloggers zostało częściowo złamane.

Nagrodę dla najbardziej pomocnej osoby na See Bloggers wygrywa Wapniak, który wszystkim razem i każdemu z osobna zaproponował pomoc w wejściu na YouTube. Co więcej, miałam okazję przez chwilę z nim porozmawiać, było to zaledwie kilka minut, ale tak bardzo mnie zainspirował do rozwijania bloga i nowych działań, że aż nie mogę się doczekać, kiedy ruszę z nowymi projektami!

Czy warto jechać na See Bloggers?

See Bloggers to prawdziwa skarbnica wiedzy, to impreza umożliwiająca wymianę pomysłów i doświadczeń oraz spotkania z inspirującymi i pomocnymi osobami. Wiem, że dla moich czytelników nie-blogerów to wszystko pewnie jakieś dziwne, ale z drugiej strony wiem też, że czyta mnie sporo osób blogujących i że one rozumieją fenomen tej imprezy.

Podsumowując — czy warto jechać na See Bloggers? Tak, warto. Ponieważ każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, każdy ma szansę wyciągnąć z wykładów i prelekcji pewną uniwersalną wiedzę, każdy ma szansę poznać swoich internetowych idoli i się zainspirować. To po prostu fajna przygoda, w której warto chociaż raz uczestniczyć.

A Wy, blogerzy i vlogerzy, byliście w tym roku na See Bloggers? Jak Wasze wrażenia?