Projekt Denko z marką Yves Rocher

Projekt Denko z marką Yves Rocher
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, żona swojego męża. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Projekt Denko to krótkie recenzje kosmetyków, w których w końcu ujrzało się dno opakowania, a ja w ostatnim czasie skończyłam sporo produktów do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Mając na półce w łazience kilka prawie pustych opakowań, pomyślałam, że może warto podsumować i krótko zrecenzować te kosmetyki na blogu. Na początku miało to być ogólne pielęgnacyjne denko, ale zorientowałam się, że większość skończonych przeze mnie kosmetyków jest marki Yves Rocher i postanowiłam, że właśnie do nich się dzisiaj ograniczę.

Zapraszam więc na Projekt Denko z marką Yves Rocher!

Seria Elixir Jeunesse

Ta seria pielęgnacyjna bardzo mi odpowiada przede wszystkim ze względu na lekką konsystencję i przyjemny zapach. Kremy do twarzy mnie nie zapychały (co zdarzało się w przypadku innych produktów), nie miałam też po nich za wiele zaczerwienień, ogólny stan mojej cery w czasie stosowania tej serii był bardzo zadowalający. Dodatkowym plusem jest wydajność kremów.

Krem pod oczy wystarczył mi na dużo krócej, niż te do twarzy, ale ma u mnie ogromny plus za żelową konsystencję i metalowe kuleczki, które masują okolice oczu podczas nakładania kosmetyku. Te dwa czynniki sprawiają, że krem redukował opuchnięcia i worki pod oczami (w przeciwieństwie do wielu innych kremów pod oczy, które tylko je uwydatniały).

Seria rzekomo ma działania detoksykujące i zapobiega działaniu szkodliwych czynników takich, jak stres czy zanieczyszczenia środowiskowe. Ile w tym prawdy, nie wiem. Grunt, że kosmetyki pozytywnie wpłynęły na stan mojej cery.

Szampon przeciw wypadaniu włosów

To już któraś z kolei butelka tego szamponu i jestem z niego bardzo zadowolona. Nie jestem pewna, czy to efekt placebo, czy naprawdę działa, ale mam wrażenie, że włosy po prostu mniej wypadają — ten efekt jest szczególnie widoczny, kiedy po dłuższej przerwie znowu zaczynam używać tego szamponu. Jest bardzo wydajny, mimo że nakładam go całkiem sporo. Jedynym minusem jest okropny zapach, ale to kwestia przyzwyczajenia.

Odżywka do włosów z wyciągiem z moringi

Seria z moringą reklamowana jest jako detoksykująca — ma być przedłużeniem serii Elixir, z tym, że do włosów. Nie wiem, ile w tym prawdy i na ile kosmetyki te rzeczywiście mają takie właściwości, ale mimo wszystko jestem zadowolona z odżywki. Co prawda na moją długość włosów musiałam używać jej baaaardzo dużo, a więc cała tubka wystarczyła mi raptem na kilka razy, ale efekt jest zadowalający. Po użyciu moje włosy były widocznie wygładzone i łatwiej się rozczesywały.

Krem do włosów na noc

Ten krem jest moim faworytem — działa jak odżywka bez spłukiwania, a więc jego aplikacja zajmuje chwilę i nie trzeba martwić się, co dalej. Jest megawydajny, wystarczy użyć dosłownie kapki produktu. Trzeba wręcz uważać, bo zbyt duża ilość kremu może powodować, że z włosów zrobią się „strąki” i nawet świeżo umyte będą wyglądać brzydko i tłusto.

Dzięki temu, że kremu się nie spłukuje, ma działać na włosy przez całą noc i niewątpliwie właśnie to robi, bo moje włosy po nim wyglądają o wiele lepiej i nie mam problemów z ich rozczesaniem.

Płukanka octowa z malin

Płukankę tą stosuje się po ostatnim płukaniu. Należy wmasować trochę kosmetyku we włosy i raz jeszcze je opłukać. Produkt zamyka łuskę włosa i wygładza. Na początku w ogóle nie widziałam żadnego efektu, z czasem — wydaje mi się — płukanka zaczęła działać i włosy rzeczywiście stały się gładsze i milsze w dotyku. Mimo wszystko największym plusem jest cudowny zapach. Po skończeniu opakowania płukanki zrobiłam sobie od niej trochę przerwy, ale mam w domu jeszcze opakowanie płukanki z moringi, które też chętnie wypróbuję. Działanie ma być podobne + detoksykacja.

Pro tip: za radą koleżanki przelałam płukankę do butelki z rozpylaczem i psikałam nią na włosy. Sprawdziło się to o wiele lepiej, niż wylewanie jej z butelki na rękę, bo wtedy sporo kosmetyku się marnowało.

Krem nawilżający do rąk: wanilia z bergamotką

To właśnie z kremami Yves Rocher zaczęłam dbać o dłonie. Co prawda moim faworytem jest mocno skoncentrowany balsam do dłoni w słoiczku, ale niedawno skończyłam krem do rąk o zapachu wanilii i bergamotki z zeszłorocznej kolekcji świątecznej i muszę przyznać, że też rewelacyjnie mi służył. Miałam go w pracy i używałam co chwilę nie tylko ze względu na dobre nawilżenie, ale także cudowny zapach. Mimo bardzo lekkiej konsystencji krem fajnie odżywiał moje dłonie. Szkoda tylko, że ten zapach nie jest już dostępny.

Bardzo lubię kosmetyki pielęgnacyjne Yves Rocher, muszę przyznać, że ich jakość jest adekwatna do nieco zawyżonych cen, chociaż najrozsądniej jest kupować je z rabatem. Na szczęście mam spory zapas produktów tej marki, więc raczej nieprędko udam się na zakupy 😉

Jak podoba Wam się Projekt Denko na blogu? Chcielibyście zobaczyć więcej moich opinii na temat wykorzystanych ostatnio kosmetyków?

A może Wy skończyliście ostatnio jakieś godne polecenia produkty do pielęgnacji? Dajcie znać, co Wam się sprawdza, a co odradzacie.