Porażki roku 2017

Porażki roku 2017
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, żona swojego męża. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Poznaliście już moich ulubieńców minionego roku, przyszła pora na rzeczy, które uważam za największe porażki. Bez przedłużania zapraszam do czytania i koniecznie dajcie znać, czy się ze mną zgadzacie 😉

Najgorszy serial roku

Jak wspominałam w tekście o najlepszych z najlepszych 2017, ten rok był rokiem serialowych porażek.

To znaczy, to nie tak, że nic mi się nie podobało. Wiele z popularnych, polecanych pozycji nie zdążyłam jeszcze obejrzeć, nadrobię je dopiero w nowym roku, jednak ogromna część seriali, które obejrzałam w 2017 wydała mi się słaba.

Listę najgorszych seriali roku (bo, przepraszam, nie mogę ograniczyć się do wybrania lidera w tej kategorii) otwierają „Wielkie kłamstewka”, o których nasłuchałam się samego dobrego, a niestety bardzo mnie rozczarowały. Moim zdaniem fabuła jest do bólu przewidywalna, przez co cały serial stał się po prostu nudny, a ja przemęczyłam go jedynie po to, aby przekonać się, czy moje kolejne przypuszczenia się sprawdzą. Wszystkie się sprawdziły.

Łeb w łeb z „Wielkimi…” idą „Słodkie kłamstewka”, czyli serial, który powinien skończyć się po trzecim sezonie, a nie dogorywać przez kolejne cztery. Cuda, które działy się w Rosewood i były udziałem grupy nastolatek (a później dorosłych już kobiet) przeszły moje najśmielsze oczekiwania i przekroczyły granicę absurdu tyle razy, że już nawet przestałam liczyć. Dobrnęłam do końca z sentymentu i ciekawości, jak ta farsa się skończy.

Na trzecim miejscu, ku mojemu ogromnemu smutkowi, znalazł się trzeci sezon legendarnego „Twin Peaks”, który może nie był aż taki zły, ale… był po prostu niepotrzebny. Kolejne wątki, kolejne postacie — a nadal brak wyjaśnienia zagadki sprzed ćwierć wieku. Poza tym niektórych odcinków po prostu nie dało się oglądać. Momentami było całkiem fajnie i ciekawie, a nawet zabawnie, ale koniec końców z tej kontynuacji nic nowego nie wyciągnęłam. A niesmak pozostał.

Nie podobał mi się także wychwalany pod niebiosa „Mindhunter”, którego akcja szła zbyt wolno, żeby zdołała utrzymać mnie przed telewizorem dłużej, niż dwa odcinki.

Z seriali starszych, które zaczęłam oglądać w 2017 na wspomnienie w kategorii najgorszych zasługuje również absurdalny i obrzydliwy „Rick and Morty”, blady z porównaniu z jedynym słusznym „Sherlockiem” „Elementary” oraz zaskakująco nieciekawe „The Crown”.

Najgorszy nawyk roku

W poprzednim tekście chwaliłam się, że skończyłam z olewaniem pielęgnacji twarzy i stałam się o wiele bardziej świadoma w tej kwestii. Teraz czas przyznać się do złych nawyków, które w nowym roku chcę zwalczyć.

Pierwszą okropną rzeczą, jaką zrobiłam w starym roku było zrezygnowanie z ćwiczeń. O ile na przełomie 2016 i 2017 prawie codziennie skakałam przed telewizorem z Mel B., to wczesną wiosną ubiegłego roku przestałam i już nie udało mi się wrócić do ćwiczeń, co niestety widać.

Drugą moją słabością jest miłość do kalorycznych i tłustych potraw oraz „domowych fast foodów”. Tydzień bez tortilli z parówką, ociekającej roztopionym serem żółtym to tydzień stracony, a kanapka bez majonezu to nie kanapka. Zdaję sobie sprawę, że to nie tylko zabójcze dla mojego młodego ciała, ale także uciążliwe dla zdrowia, ale jakoś nie mogę się powstrzymać! Też tak macie?

Najgorszy kosmetyk roku

Niestety, mimo mnogości świetnych produktów do makijażu, trafiłam w tym roku także na sporo bubli, nie tylko makijażowych, ale także pielęgnacyjnych. Za chwilę przedstawię Wam zwycięzców w kategoriach Najgorszy podkład ever oraz Najgorszy produkt do demakijażu.

Jeśli chodzi o produkty makijażowe, największym rozczarowaniem roku były dla mnie podkłady z Yves Rocher. Ogromnie żałuję, bo naprawdę uwielbiam tą firmę za genialną jakość kosmetyków — niestety, podkłady są tutaj wyjątkiem. Jeden raz przetestowałam podkład w słoiczku, który w ogóle nie chciał trzymać się mojej twarzy, przez co przy nakładaniu tworzyły się plamy. Więcej doświadczenia mam z podkładem wygładzająco-rozświetlającym, który jest lekki i fajny na lato, niestety ma bardzo niską trwałość i okropnie się ściera.

Bublem pielęgnacyjnym, który najbardziej rozczarował mnie w tym roku jest płyn micelarny, również z Yves Rocher, z serii Sensitive Vegetal do skóry wrażliwej. Płyn ten dość słabo radzi sobie ze zmywaniem nawet delikatnego makijażu i lekkich produktów, dodatkowo — w przeciwieństwie do większości produktów tej marki — nie jest zbyt wydajny.

A jakie są Wasze porażki i buble roku 2017? Dajcie znać w komentarzach, co totalnie się u Was nie sprawdziło lub co Wam się nie spodobało w ubiegłym roku, a co polecacie.