„Kobieta w oknie” — A. J. Finn — recenzja

„Kobieta w oknie” — A. J. Finn — recenzja
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, żona swojego męża. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

„Kobieta w oknie” to pełen niespodziewanych zwrotów akcji thriller o kobiecie uwięzionej we własnym domu, rozwiązującej kryminalną zagadkę, która… być może istnieje tylko w jej głowie!

Główna bohaterka, Anna, cierpi na fobię, która nie pozwala jej wychodzić z domu. Zamiast korzystać z życia, przez obserwuje przez okno swoich sąsiadów, doskonale zna ich zwyczaje i codzienne zajęcia, a luki w wiedzy na ich temat uzupełnia wymyślonymi historiami. Pewnego dnia jej spokój zakłócają nowi mieszkańcy osiedla. Szybko okazuje się, że ta rodzina skrywa wiele mrocznych tajemnic, a Anna przez przypadek odkrywa jedną z nich.

„Kobieta w oknie” od samego początku kojarzyła mi się z „Dziewczyną z pociągu”: tytuł, bohaterka obserwująca ludzi i wymyślająca na ich temat historie, do tego jej skomplikowane stosunki z mężem i morze alkoholu, które codziennie wypija. Historia Anny rozwija się powoli, początkowo częstując czytelnika opisami obserwowanych sąsiadów oraz samej Anny, która żyje uwięziona we własnym domu, a fobia nie pozwala jej nawet otworzyć drzwi lub okna.

Mniej więcej w połowie powieść zaczyna nabierać tępa, dziury w fabule powoli zatykają się, ukazując szczegóły z życia Anny. Poznajemy jej historię, dowiadujemy się, dlaczego panicznie boi się świata zewnętrznego, dlaczego rozstała się z mężem i gdzie jest teraz jej rodzina. Równocześnie możemy śledzić dramatyczne losy nowych sąsiadów bohaterki — ale czy na pewno to dzieje się naprawdę, czy może jednak głęboko skrywana tajemnica państwa Russelów jest tylko wymysłem upojonej alkoholem i otumanionej lekami bohaterki?

O ile pierwsza połowa książki opowiadała o spokojnym, choć dziwnym życiu zamkniętej w domu Anny i jej sąsiadów nieświadomych, że właściwie bez przerwy są przez nią podglądani, o tyle druga połowa pełna jest zaskakujących zwrotów akcji i wydarzeń, których absolutnie się nie spodziewałam! Książka, o której z początku myślałam jak o kalce umiarkowanie dobrej „Dziewczyny z pociągu” nagle stała się trzymającym w napięciu, wciągającym, mrocznym thrillerem, w którym przez większość czasu czytelnik nie ma pewności, co jest prawdą, a co fikcją, a kiedy w końcu się tego dowiaduje — no cóż, ja z każdą kolejną stroną byłam w coraz większym szoku.

W moim odczuciu książka jest bardzo dobra; o wiele lepsza od „Dziewczyny z pociągu” nazywanej bestsellerem!