„Fake it — Sandra Nowaczyk — Recenzja

„Fake it — Sandra Nowaczyk — Recenzja
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Latest posts by Paula (see all)

Sara Sparks, główna bohaterka „Fake it”, to typowy umysł ścisły. Ignoruje emocje, a kiedy biorą górę, dla uspokojenia wymienia kolejne cyfry liczny pi. Pewnego dnia ta opanowana dziewczyna postanowiła skończyć swoje samotne, smutne życie. Czy nowopoznana Indie odwiedzie ją od tego pomysłu?

Chociaż Sara nie chce tego przyznać, czuje dziwną więź łączącą ją z Indie. Nagle jej analityczny umysł pozwala kontrolować się emocjom, a ona sama zaczyna się śmiać. Umawiają się, że spędzą razem dobę, a po upływie tego czasu Sara zadecyduje, czy na pewno chce kończyć z życiem. W ciągu tej doby wydarzenia przyjmują niespodziewany obrót, a życie bohaterek odwraca się o 180 stopni.

Autorką książki jest 18-letnia Sandra — gdybym nie widziała, nigdy nie przypuszczałabym, że tą powieść napisała nastolatka! „Fake it” jest napisane bardzo dobrze, jednak ma też kilka wad.

Po pierwsze: Sara, Indie, Emma. Dlaczego akcja polskiej książki nie może rozgrywać się w Krakowie czy Warszawie, a bohaterkami nie mogą być na przykład Karolina, Marysia i Ania? Z jednej strony gdybym nie znała pochodzenia autorki, widząc w sklepach dopisek „bestseller”, pomyślałabym, że to światowy bestseller, bo książka naprawdę niczym nie odstaje od innych określanych tym mianem. Z drugiej, trochę źle czytało mi się ją ze świadomością, że autorka z jakiegoś powodu postanowiła osadzić akcję poza Polską.

Druga sprawa: „Fake it” to pozycja bardo dobra, ale jak dla mnie akcja toczy się trochę za wolno i nie jest tak przejmująca, jak mogłaby być. Towarzyszymy bohaterkom przez 24 godziny, podczas których niby coś się dzieje, ale nie do końca. Trochę dowiadujemy się z opowiadań, trochę z listów, ja natomiast wolałabym „na własne oczy” zobaczyć rzeczy, o których bohaterki tylko mówią.

Sara nie ma znajomych w szkole, Indie opiekuje się młodszym rodzeństwem i ok, ja w to wierzę autorce na słowo, ale wolałabym to zobaczyć.

Po trzecie, mimo, że wiele wydarzeń jest naprawdę przejmujących, to ja trochę nie czułam podczas czytania tych emocji. I wiecie co? Doszłam do wniosku, że to nie do końca kwestia książki. To po prostu ja wyrosłam z takich historii. Myślę, że łatwiej byłoby mi utożsamić się z bohaterkami, gdybym też była nastolatką.

Nie zmienia to faktu, że uwielbiam książki młodzieżowe i „Silence”, które właśnie zaczęłam czytać wciągnęło mnie od pierwszej strony.

To chyba po prostu mieszanka: trochę nie ten gatunek, trochę nie takie bohaterki i wiek już nie ten. Tak czy inaczej cieszę się, że Wydawnictwo Feeria umożliwiło mi zapoznanie z tą pozycją.