Moje serialowe guilty pleasure

Moje serialowe guilty pleasure
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Latest posts by Paula (see all)

Guilty pleasure to dosłownie „grzeszna przyjemność”, chociaż w wolnym tłumaczeniu nazwałabym to raczej wstydliwą przyjemnością. Określenie to, stosowane zazwyczaj w odniesieniu do muzyki, filmów, seriali i książek, oznacza po prostu czerpanie przyjemności z czegoś, co jest powszechnie uważane za kiepskie. Jesteście ciekawi, jakie są moje serialowe guilty pleasure?

To, że uwielbiam seriale, a pojawienie się Netflixa bardzo ułatwiło i uprzyjemniło mi życie nie jest dla moich stałych czytelników żadną tajemnicą. Dzisiaj dowiecie się, które seriale są moimi ulubionymi i dlaczego oglądam je z taką przyjemnością, mimo, że przez większość widzów są one krytykowane. Zapraszam na małe zestawienie, oto moje serialowe guilty pleasure!

Pretty Little Liars

serialowe guilty pleasure pretty little liars

Wydaje mi się, że PLL to pierwszy zagraniczny serial, który mnie wciągnął i który zaczęłam regularnie oglądać. Pierwsze sezony były naprawdę ciekawe i opowiadały o nastolatkach, a sama miałam chyba 13 lat, kiedy Kłamczuchy mnie wciągnęły, więc mogłam utożsamić się z bohaterkami.

Niestety, z biegiem czasu serial nie tyle zaczął się psuć, co stał się nieporozumieniem. Ciągnięcie go przez siedem sezonów i wymyślanie coraz to nowych, często bezsensownych tajemnic okołokryminalnych i dziwacznych rozwiązań fabularnych na pewno nie wyszło PLL na dobre. Mimo to oglądałam do końca, a podczas seansów oprócz zażenowania, towarzyszyła mi także ciekawość, jak skończy się cała historia oraz satysfakcja z oglądania na ekranie dorastających bohaterek, które musiały zmierzyć się nie tylko z zagmatwaną zagadką śmierci przyjaciółki, ale także z zupełnie normalnymi problemami.

Plotkara

serialowe guilty pleasure gossip girl

Kolejny tasiemiec, jaki uwielbiam i oglądałam nie raz, to kultowa swego czasu wśród nastolatek Plotkara. Podobnie, jak w PLL, z czasem zaczęło robić się coraz bardziej niezręcznie, mimo to ciągnąca się trochę zbyt długo historia grupy bogatych nastolatków z Noego Jorku potrafi wciągnąć widza na długie godziny.

Może nie każdy lubi młodzieżowe obyczajówki, może Plotkara nie jest najlepiej napisanym i zrealizowanym serialem, ale mnie (oraz wielu innym!) oglądanie na ekranie cudownego bogactwa i problemów, które nie dotyczą „zwyczajnych” ludzi naprawdę wciągnęło.

The Royals

serialowe guilty pleasure the royals

Pozostając w temacie bogactwa, przepychu i problemów, które nas — zwykłych szaraków — nie dotyczą, muszę wspomnieć o serialu o fikcyjnej brytyjskiej rodzinie królewskiej. Romanse, intrygi i coraz bardziej zaciekła walka o tron nie są może najambitniejszym ani najbardziej interesującym pomysłem na serial, ale w połączeniu z bardzo dobrze dobraną muzyką i świetną scenografią oraz kostiumami potrafi zrobić wrażenie.

Dynastia

serialowe guilty pleasure dynastia

Jeśli uznamy, że seriale o pięknych, młodych i bogatych są w pewnych kręgach modne, to trzeba przyznać, że twórcy Dynastii poszli za trendem, tworząc reboot opery mydlanej z lat 80. Pewnie zauważyliście już, według jakich kryteriów wybieram dla siebie seriale — lubię obyczajówki, w które zgrabnie wpleciono tajemnicę i intrygę, a postacie — z jednej strony silne i niezależne, pochodzące z wielkich, bogatych i wpływowych rodzin, z drugiej takie, z którymi można w jakiś sposób się utożsamić — rywalizują ze sobą, walczą oraz zawierają sojusze i przyjaźnie.

Nowa Dynastia jest kolejnym przykładem właśnie takiego serialu, ale niech nie zrazi Was nawiązanie do starej opery mydlanej — ta wersja jest świeża, bardzo dobrze zrealizowana, bohaterowie dają się lubić (a niektórzy — nienawidzić), a fabuła (przynajmniej w pierwszym sezonie) jest dość sensowna i wciągająca, chociaż niespecjalnie zaskakująca. Wiem, jak ludzie patrzą na mnie, kiedy mówię, że oglądam Dynastię, ale naprawdę warto spróbować — jednak tylko jako guilty pleasure, bo na pewno nie jest to nadmiernie ambitna produkcja.

Riverdale

serialowe guilty pleasure riverdale

Ten serial młodzieżowy oparty na serii komiksów na początku zbierał dobre oceny, jednak po premierze drugiego sezonu spadły one drastycznie w dół. Zarzucano Riverdale wiele — między innymi ciągnięcie pewnych wątków i wprowadzanie nowych na siłę, promowanie ciężkich do polubienia, bardzo prostych postaci i spychanie na boczny tor bohaterów bardziej interesujących.

Część tych zarzutów na pewno jest prawdą, część pewnie wiąże się z tym, że na początku serial opowiadał o morderstwie ucznia liceum i poszukiwaniu mordercy, jednak zagadka ta została szybko rozwiązana, a jej miejsce zajęły nowe, zupełnie inne wątki. Ja jednak jestem fanką serialu, może dlatego, że nie nastawiam się na cuda, mam dość niskie wymagania i wiele rzeczy dzięki temu pozytywnie mnie zaskakuje.

Pomimo wad serialowi nie można odmówić cliffhangerów, które potrafią przytrzymać widza w niepewności oraz  bardzo dobrego zakończenia drugiego sezonu. Właściwie uważam, że dla dwóch ostatnich odcinków drugiego sezonu warto przemęczyć cały serial, nawet, jeśli jest bardzo schematyczny i prosty.

Serialowe guilty pleasure

Oto moje serialowe guilty pleasure, czyli produkcje, które pochłaniam z przyjemnością, kiedy jestem sama. Jednocześnie to seriale, o których ciężko mi pogadać ze znajomymi, bo nie są tak popularne jak Breaking Bad, Stranger Things czy The Walking Dead, które ogląda tak wiele osób, ale zdecydowanie nie są w moim guście.

A Wy jakie macie upodobania, jeśli chodzi o seriale? Macie swoje guilty pleasure, czy oglądacie tylko uznane produkcje? 😉