Jedyna rzecz, której brakuje w filmach z uniwersum Marvela

Jedyna rzecz, której brakuje w filmach z uniwersum Marvela
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Dziesięć lat filmowego uniwersum Marvela, kilkanaście filmów, charyzmatyczne postacie grane przez świetnych aktorów. Czego w tym idealnym, superbohaterskim świecie może brakować?

Zaczęło się 10 lat temu od Iron Mana. Robert Downey Jr. odegrał świetną rolę ekscentrycznego, charyzmatycznego i zapatrzonego w siebie Tonego Starka — to wtedy powoli zaczęła kształtować się grupa Avengers. Później pojawił się Hulk (chociaż Norton jakoś do mnie nie przemawiał, dzięki Bogu za Ruffalo!), Thor — syn Odyna i Kapitan Ameryka. Przy okazji Avengersów nie można nie wspomnieć również o Hawkeye’u, i Nicku Furym, który spoił grupę.

Poza głównym składem Avengers mamy też oczywiście młodego Spidermana, doktora Strange’a, Ant-Mana, najnowszego bohatera — Czarną Panterę, oraz Bucky’ego i brata Thora — Lokiego, który czasami staje po stronie dobra, a czasami po stronie zła.

Czegoś brakuje? Jednego — kobiet.

Jedyna rzecz, której brakuje w filmach z uniwersum Marvela

Na czele niewielkiej damskiej reprezentacji stoi oczywiście Czarna Wdowa, zaraz za nią stoi Scarlet Witch. W poszczególnych filmach pojawia się jeszcze kilka kobiecych bohaterek: dawna miłość Rogersa oraz agentka Carter (wiecie, dziewczyna Kapitana była chyba jej ciotką), oczywiście Pepper Potts (której zaskakująco mało jest w każdej kolejnej części, biorąc pod uwagę, co łączy ją z jednym z najgłówniejszych bohaterów), matka Thora oraz jego przyjaciółka-wojowniczka i być może 2-3 babeczki z „Czarnej Pantery” (nie wiem, nie oglądałam).

Oczywiście, jeśli weźmiemy pod uwagę również Strażników Galaktyki (a weźmiemy, bo w nowych Avengersach się pojawiają), to dochodzą jeszcze dwie „większe” kobiece postacie — Gamora i jej niebieska siostra.

Specjalnie piszę „większe” — bo mimo, że bohaterki te mają spore znaczenie dla fabuły i niewątpliwie są lubiane przez widzów, to jednak nie poświęca się im tyle czasu i uwagi, co męskim postaciom. Owszem, wiemy o nich co nieco, często są pomocne, a nawet niezastąpione, ale nie oszukujmy się — czy wątek Gamory był rozwinięty równie mocno, jak wątek Star-Lorda? Czy większość kobiecych postaci nie jest aby jedynie epizodyczna, pojawiają się na chwilę, a później znikają i słuch o nich ginie? Czy to nie dziwne, że podczas, gdy większość Avengerów doczekała się już 2-3 filmów poświęconych swojej historii, Czarna Wdowa nadal nie ma ani jednego?

Jeśli weźmiemy pod uwagę „Infinity War”, na upartego możemy twierdzić, że wątek Gamory został trochę rozwinięty (chociaż nazwałabym to raczej wątkiem Thanosa, a więc kolejnej dużej i ważnej męskiej postaci), że poświęcono jej więcej czasu ekranowego i pokazano część jej historii, nadal jednak nie jest tak silną i niezależną kobietą, jak mogłaby być.

Nie zrozumcie mnie źle — nie jestem zakręconą feministką, która obraża się na Marvela, bo mają w filmach za mało babeczek. Nie uważam, że zamiast trzech części „Iron Mana” powinny powstać trzy filmy o Czarnej Wdowie. Nie brakuje mi Pepper Potts i nie pragnę, żeby w którymś z filmów nagle pojawiła się jako Iron Woman.

Uważam jedynie, że dziś, kiedy świat coraz bardziej przychylnie patrzy na feministki (ale te rozsądne i normalne) i coraz więcej mężczyzn również uważa się za feministów, Marvel mógłby pomyśleć o poświęceniu odrobiny więcej czasu swoim bohaterkom. Tym bardziej, że wśród widzów mnóstwo jest dziewczyn, które chciałyby utożsamić się z jakąś bohaterką — ale jak to zrobić, kiedy większość z nich pojawia się tylko na chwilę, a o tych, które zostają na stałe nadal stosunkowo niewiele wiadomo, nadal za mało je widać?

George Lucas ponad 40 lat temu stworzył mocno sfeminizowane uniwersum pełne silnych, niezależnych kobiecych charakterów, które często są głównymi postaciami i wokół nich kręcą się poszczególne wątki. Dlaczego w uniwersum Marvela nie ma ani jednej bohaterki równie silnej i charyzmatycznej, jak postacie męskie? Dlaczego Czarnej Wdowie nie pozwolono rozwinąć się na ekranie tak, jak Iron Manowi, Thorowi czy Kapitanowi Ameryce? Dlaczego żadna z postaci kobiecych nie jest na tyle silna, żeby zrobić coś przełomowego, zmienić losy świata lub uratować go przed zagładą — tak, jak bez problemu robią to postacie męskie?

Powtarzam jeszcze raz, bo nie chcę być opacznie zrozumiana: od pierwszej części „Iron Mana” zauroczył mnie ten świat, uwielbiam patrzeć na ten wylewający się z ekranu testosteron, uwielbiam tę męskie postacie odgrywane przez bardzo dobrych aktorów, po prostu żałuję, że ani jeden damski charakter w tym uniwersum nie jest równie silny. I mam ogromną nadzieję, że w kolejnych latach zacznie się to zmieniać. Wierzę, że zapowiadana na przyszły rok „Kapitan Marvel” będzie przełomem.

A Wy oglądacie filmy Marvela? Jakie są Wasze wrażenia, jeśli chodzi o postacie kobiece w tym uniwersum? A może są też inne filmy, seriale lub książki, w których brakuje fajnych, ostrych babek? Dajcie znać w komentarzach!



  • Agentka Carter miała swój serial, podobnie Jessica Jones. Film o Wdowie jest w planach, z tego, co mi wiadomo.
    Warto spojrzeć, jaka widownia oglądała od początku filmy o superbohaterach. I na jakim materiale źródłowym te filmy są wzorowane.
    IMHO to trochę tak, jakby czepiać się, że w takim „Mean Girls”, W.I.T.C.H. czy Winx jest zbyt mało mężczyzn.

    • Chodzi mi tutaj o filmy, nie seriale, bo to jednak zupełnie inna bajka. Jasne, pewnie za czasów pierwszego Iron Mana nikt nie myślał o tym, że komiksowe filmy staną się aż tak popularne również wśród kobiet, bardziej chodzi mi o to, że na przestrzeni lat postacie męskie są rozwijane o wiele bardziej, niż kobiece. I nie do końca się zgodzę z tym porównaniem, bo o ile skład W.I.T.C.H. to z założenia pięć dziewczyn, to już jednym z Avengerów jest Czarna Wdowa, a nadal stosunkowo słabo ją znamy w porównaniu z jej kolegami z drużyny 😉

      • Dlatego trzeba wziąć poprawkę na to, że plan całego MCU powstawał właśnie za pierwszego Iron Mana (już wtedy przeglądałam w sieci plany tytułów do Infinity War włącznie). Dlatego czepianie się, że w tym momencie kobiet nie ma, oznaczałoby, że chcemy, aby Marvel zboczył z wyznaczonej ścieżki i stworzył film nieplanowany. Co może się skończyć dużo gorszą jakością i fabułą.

        Dodatkowo, gdy MCU było planowane, jedynym filmem z kobiecą superbohaterką był Catwoman, który poległ na całej linii i przyniósł duże straty. Dlatego nie dziwi mnie to, że „babskie filmy” zostały uznane przez Marvela za zbyt wielkie ryzyko niewypału. Szczególnie w momencie, gdy fiasko jednego filmu z serii może skończyć się porażką całej, bo na następne ludzie już nie pójdą.

        Weszła do kin niedawno Wonder Woman i IMHO jest to przełom w tej dziedzinie (ze względów wyżej wymienionych), więc dla mnie jest to kwestia kilku lat (max. 10), kiedy taki film i w Marvelu powstanie.

        A co do seriali: też są częścią MCU, więc bym ich nie odrzucała. Dodatkowo, znając olbrzymie korporacje (a taką Marvel jest), w badaniach rynku wyszło, że kobiety chętniej oglądają seriale niż filmy kinowe – więc bardziej się opłacało stworzyć dla nich seriale właśnie.

        • Z tym się zgodzę, sama wolę seriale i może i takie myślenie Marvela ma sens, ale jak w tytule tekstu – mowa o filmach.
          Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Marvel ma zaplanowane filmy na wieeele lat do przodu, ale nie uszukujmy się – to nie tak, że już dzisiaj mają gotowy scenariusz na Spidermana 6 który powstanie w 2031 roku i do tej pory nic nie ma prawa się zmienić, dlatego rozwinięcie wątku dowolnej postaci kobiecej w zaplanowanym już filmie nie powinna być problemem.
          Rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że taki stan rzeczy niebawem zacznie się powoli zmieniać, ale dlaczego tak późno? Czy tak trudno było wspomnieć kilka słów więcej o przeszłości czy motywacjach Nataszy w ogromnej ilości filmów, w jakich do tej pory się pojawiła? Czy tak trudno było pokazać Pepper jako narzeczoną Starka, pokazać że naprawdę są ludźmi i żyją jak ludzie, zamiast tylko wkładać w jego usta kwestię „tak, jesteśmy razem” między jedną a drugą sceną walki? Czy tak trudno w najnowszych Avengersach pokazać trochę więcej z dzieciństwa Gamory, trochę bardziej z jej punktu widzenia? Może to pomogłoby ukazać jej ojca w innym świetle, zrozumieć, jaką krzywdę jej wyrządził, a później zestawić to z tym, jak bardzo kochał ją w rzeczywistości?

          • Nie widziałam najnowszych Avengersów ani Strażników Galaktyki, więc tutaj się nie wypowiem, ale o samej Nataszy było bardzo dużo w Zimowym Żołnierzu i Ultronie. Między innymi o jej przeszłości.
            Pepper dostała solidną porcję akcji (i uratowała Starkowi tyłek) w IM3. W Ragnaroku mamy Hel, porządny czarny charakter, niesamowitą babkę.
            Co do zaplanowania filmu – piłam do tego, że nie ma żadnego solowego filmu kobiecego. A trudno wyprowadzić kobietę na pierwszy plan w filmie zatytułowanym „Thor” (który ma być o Thorze), „Iron Man” (o Tonym) czy „Spider-man” (o Pająku). A co do filmów grupowych – i tak są długie, pełnią rolę właściwie grupowej naparzanki, trudno wrzucić w nie coś jeszcze, skoro mamy do czynienia z prawdziwą mnogością bohaterów.
            A co do „tak późno” – tak jak mówiłam, DC zepsuło postać kobiecej superbohaterki w Catwoman i naprawiło w Wonder Woman, teraz wszyscy będą odważniejsi. Podobnie było z filmami superbohaterskimi w kategorii R – Watchmen (mimo, iż to dobry film) był zbyt ciężki jak na rok, w którym wyszedł. Potrzeba było upływu lat i „Deadpoola”, żeby filmowcy uwierzyli, że R-ka przy tytule to nie wyrok śmierci.

          • Pepper jest niewątpliwie silną kobietą i postacią z ogromnym potencjałem, w związku z tym powinno jej być coraz więcej, a nie coraz mniej. Oczywiście, jak pisałam — nie do przesady, bo raczej nikt nie chce, żeby zamieniła się w Iron Women, ale czy naprawdę, skoro już pokazano, jaka z niej fajna babka, teraz powinno się spychać ją do epizodycznej roli „narzeczonej bohatera”? Co do siostry Thora, nienawidzę jej za jedno: walczyła wręcz. Bogini śmierci. Serio?! Świetnie się zapowiadała, to co zrobiła bratu to w ogóle miazga, ale znowu — moim zdaniem — w pewnym momencie przestano wykorzystywać jej potencjał, dano widły i kazano dźgać nimi wieśniaków.
            Oczywiście, że fajnie by było, gdyby kobiece postacie wcześniej zaczęły dostawać swoje filmy, ale skoro to się nie stało, moim zdaniem — podkreślam to kolejny raz!!! — dobrze byłoby w innych produkcjach przestać sprowadzać je do „towarzyszek życia herosów” albo pokazywać z perspektywy „patrzcie, ta Natasza to jest prawdziwy kiler, udało jej się pokonać jakiegoś starucha, a teraz lecimy dalej bo Iron Man i Kapitan Ameryka”.

          • Nie jestem na bieżąco z Avengersami, jak pisałam, więc o roli Pepper w tym momencie naprawdę trudno mi mówić. Jestem w stanie przyjąć to, że skrócili jej czas antenowy, żeby pokazać naparzankę. I jestem ciekawa, czy zrobią coś z Ironheart.
            Co do Hel – tak, tak, tak. Porównanie z widłami tip top. Ale Thor się musiał wykazać, inaczej by nie wystąpił w Infinity War. Podobnie zrobili z wątkiem Enchantress w Suicide Squad, gdzie końcówka była tak słaba, że miałam ochotę wyjść z kina.
            W sumie Natasza w Zimowym Żołnierzu… Nie nazwałabym jej towarzyszką życia ani „lecimy dalej”. Może muszę obejrzeć jeszcze raz, ale z tego, co pamiętam, była określana co-leadem tej produkcji, mimo „Kapitan Ameryka” w tytule. Była ważniejsza nawet od tytułowego Bucky’ego. Właściwie w tym filmie życie się jej załamało, bo organizacja, za którą podążała, okazała się kupą zdrajców.

          • To fakt, w Zimowym Żołnierzu jej życie się załamało, coś tam się z tą postacią podziało, aczkolwiek czy rzeczywiście wyszła na pierwszy plan? Nie wiem, nie jestem przekonana.

          • Dla mnie to film z dwójką kobiet, które zaginają facetów (nie zapominacjąc o Kate granej przez Emily VanCamp). I to, że jest co-leadem nie jest tylko moją opinią, ale krytyków w ogóle, więc się ich słucham, wiedzą o filmach więcej.

          • Pewnie wiedzą więcej, ale ja tam nie opieram swojej opinii na słowach krytyków i co by nie mówili — w moim odczuciu dałoby się z Nataszy wycisnąć więcej i zrobić to w świetny sposób.

          • Możliwe, pod warunkiem, że zmienimy jej aktorkę 😀

            Wybacz, że śmieję się ze Scarlet Johansson, ale widziałam animację z Czarną Wdową i Punisherem, gdzie wycisnęli z niej chyba wszystko – i mamy zupełnie inną bohaterkę niż w MCU.
            https://www.youtube.com/watch?v=kgqFXp6avI0

  • Ola Mikuś

    Twoje oczekiwania mogą zostać spełnione 🙂 oczekujemy bowiem premiery Captain Marvel, a ten jest kobietą 🙂 Troszkę za mało wiedzy, za dużo własnej teorii. Po za tym kobieta jest przedstawiona w produkcji Marvela jako istota krucha i delikatna. Nie wyobrażam sobie, żeby, np. Czarna Wdowa oko w oko zmierzyła się z Thanosem, który jednym ruchem znokautował Iron Men’a czy Kapitana Amerykę.

    • Ja mam w takim razie tylko jedno ale: po co i jakim cudem jest Avengerem, suoerbohaterem, strażnikiem galaktyki, skoro jest krucha i delikatna? Ja bym tutaj w takim razie w ogóle nie stawiała na takie „półsilne” kobiece postacie, tylko zrezygnowałabym z nich na rzecz epizodycznych czy drugoplanowych, jak choćby Pepper.
      A skąd pomysł, że nie mam wiedzy? I co złego we własnych teoriach? 😉 przez cały tekst podkreślam, że to są tylko moje opinie 🙂

      • Ola Mikuś

        W komentarzach na dole widzę sprzeczność w tym co napisałaś w artykule. Mówisz tutaj, że przez wszystkie filmy jakie powstały nie ma nic co by nam nieco bardziej pokazało Nataszę. Z drugiej strony w Avengers: Infinity War, mamy pare minut dla Gamory. To z kolei jest za mało… hmmm nie jest zamało. Jest jeden główny wątek w filmie i wystarczy. Po co następne. Pokazali jak to się stało, że Gamora została córką Thanosa. Pokazali jak on ją kochał a ona jego. Gdyby bardziej rozwinęli ten wątek, to chyba sama wyszłabym z kina bo film byłby za długi i zbyt męczący. Widz, nie wiedziałby na czym się skupić.
        A co do wątpliwości „po co kobiety są jednak w produkcji?”, a może po to, że jak oglądamy filmy widzimy, ze mężczyźni nie zawsze podejmują dobre decyzje i często kobiety stawiają na realizm planów. To one są mózgiem. Pepper – uświadamia Starkowi, że ten ma serce. Shuri – jest chodzącym geniuszem. Okoye – nie daje sobie w kasze dmuchać, od niej zależy bezpieczeństwo. Betty – jako jedyna umiała poskromić potwora jakim był Hulk, do momentu kiedy pojawiła się Natasza. Każda kobieta w tym filmie odgrywa na prawdę silną rolę. Wszystko pięknie się komponuje i ja na przykład nie widzę potrzeby, żeby pojawiały się kolejne wątki, kolejne filmy z opisem kobiecych postaci. Czarna Wdowa jest na ekranach od początku. Każdy widz ma już o niej zdanie. Myślę, że po takim czasie, przedstawienie jej postaci w pełnym świetle będzie bez sensu. Już na to za późno.

        • Czy na film o Czarnej Wdowie jest już za późno? Być może, a szkoda, bo ja nadal nie zaspokoiłam ciekawości co do jej postaci, nadal chciałabym wiedzieć, dlaczego życie ją ukształtowało w taki sposób, co sprawiło, że jest jaka jest. Niewątpliwie to najsilniejsza kobieca postać w filmach Marvela, ale zdecydowanie czegoś mi w niej brakuje. Chociaż podkreślę kolejny raz, że to jedynie moja opinia.
          Zgodzę się też, że być może wątek z Gamorą w najnowszych Avengersach byłby niepotrzebny, wciśnięty na siłę, natomiast żałuję, że w takim razie to nie jej została poświęcona druga część Strażników, a Star-Lordowi. Bo o ile uwielbiam jego postać, to nie oszukujmy się, film o jego ojcu fabularnie był raczej taki sobie, a gdyby tak w jego miejsce powstała część o Gamorze, jednocześnie ukazująca nam naprawdę interesującą kobiecą bohaterkę i przybliżająca postać Thanosa (który mógłby na tym tylko zyskać), może mielibyśmy dwie pieczenie na jednym ogniu? Po pierwsze, historia ciekawsza, niż Bóg-planeta który chce przekabacić syna na swoją stronę, po drugie, trochę więcej byłoby wiadomo o tym, jakim Thanos był rodzicem i „człowiekiem”, jak zachowywał się w stosunku do dzieci, dlaczego córka aż tak go znienawidziła, skoro on rzeczywiście ją kochał i nie wygląda na to, by był dla niej potworem… aż takim.
          Można sobie gdybać, oczywiście nic to nie zmieni, bo filmy już powstały i wyglądają tak, a nie inaczej. To, że nie zgadzam się z prowadzeniem bohaterek nie oznacza, że nie lubię tych filmów czy oceniam je niżej — przeciwnie. W żaden sposób tym tekstem nie krytykuję filmów, dlatego trochę nie rozumiem aż takiego oburzenia wśród komentujących (również na Facebooku), tym bardziej, że komentującymi są same kobiety. Naprawdę tak bardzo nie podoba Wam się pomysł, że to uniwersum mogłoby być bardziej sfeminizowane?

          • Tak tutaj wtrącę – ono BĘDZIE bardziej sfeminizowane, to nie podlega dyskusji, właśnie mamy ten proces przed oczami. Po prostu wychodzę z założenia, że popędzanie i marudzenie na to, co już jest, jest bezcelowe. Potrzeba lat, żeby trybiki w filmowej maszynie ruszyły z miejsca.
            We wszystkich filmach o superbohaterach ciągle pokutuje pogląd, że są dla chłopców (czyli nie dla kobiet i nie dla dorosłych). To się zmienia, widzimy te zmiany na własne oczy, tylko nie wszystko od razu. Podobnie było z Gwiezdnymi Wojnami – a spójrzmy na Ostatniego Jedi.

          • Nie zgodzę się — w Gwiezdnych Wojnach już na dzień dobry mieliśmy księżniczkę Leię, postać równie kluczową jak tutaj Czarna Wdowa czy Gamora, ale poświęcono jej o wiele więcej uwagi. I z każdym kolejnym filmem, z każdą kolejną kobiecą postacią było tak samo.
            Ja bym tego nie nazwała marudzeniem, zaraz się okaże, że na własnym blogu nie mogę wyrazić swojej opinii na żaden temat 😉

          • Śmiało, wyrażaj 😉 A jak mi się nie spodoba, to ją skrytykuję – na tym polega dyskusja, czyż nie?
            A co do SW – widziałam analogiczne posty jak Twój, tylko na temat księżniczki Lei, szczególnie jej roli w Powrocie Jedi. A teraz dostaliśmy Rey. Bardziej sfeminizować już się nie da 😉

          • I do tego właśnie zmierzam — skoro dało się zrobić to tam, ale jednocześnie nie sprowadzając męskich postaci do roli „pomocnika” czy „towarzysza”, tylko stawiając postacie obu płci na równi, czy i w innym uniwersum nie dałoby się zrobić podobnie? Czy rzeczywiście to takie trudne i skomplikowane, że Marvel temu nie może podołać? Chyba, że nie chce — to inna sprawa 😉

          • Jak pisałam wyżej – myślę, że MCU po prostu potrzebuje do tego czasu. Rola kobiet w filmach superhero miała naprawdę zszarganą opinię. Dużo o tym czytałam kiedyś i naprawa tego przed wyjściem WW (która jest najważniejszą kobiecą superbohaterką w komiksach w ogóle, pomijając już wydawnictwo), mogłoby narazić MCU na straty.

          • Ola Mikuś

            Jeżeli już mamy takie nawiązanie do Disney’a i „chcemy” większego zwrócenia uwagi na kobiety to może zrezygnujmy z przemocy, walki i złych charakterów i zaproponujmy MCU rozpoczęcie produkcji o dalszych losach Elsy z Krainy Lodu a może Kopciuszka. Historie w 100% kobiece. Nie przesadzajmy. TO WSZYSTKO JEST PRODUKCJĄ MARVELA. Robią co chcą. Większości (w której się znajduje) taki przebieg akcji się podoba. Chociaż racja, zawsze można stworzyć filmy taki jak wszystkie. Taki oklepany i nudny.

          • Aleksandra Bielak

            To co jest teraz, bardzo mi się podoba 🙂 I dla mnie taka ilość kobiet jest w sam raz. Zwyczajnie obserwuję zachodzący proces. To, co jest w Disneyu, SW, DC, wchodzi też do Marvela i obojętnie, co chcemy, nic na to nie poradzimy.
            Wrzucanie kobiet na siłę powoduje wzrost sztuczności, co dało się zauważyć w Ostatnim Jedi, gdzie niektóre role kobiece wyglądały jak wrzucone, żeby zadowolić tylko część widowni.
            ~ Olka (tylko mnie Disqs zalogował z Fejsa, nie wiem czemu)

          • Ale ja powtórzę jeszcze raz – mnie też się podoba 🙂 po prostu odniosłam takie a nie inne wrażenie i postanowiłam się tym przemyśleniem podzielić, nie twierdzę, że każdy musi mi przyklasnąć. Mnie tam na przykład SW z taką ilością postaci kobiecych odpowiada idealnie, wreszcie nie mam wrażenia, że kobiece bohaterki są księżniczkami zamkniętymi w wieży, tylko rzeczywiście mogą wziąć sprawy w swoje ręce i robić dokładnie to samo, co mężczyźni 😉

          • Ale przecież ja nie twierdzę, że film akcji z akcją jest zły, nie twierdzę też, że inni muszą myśleć tak jak ja i definitywnie moje zdanie jest jedyne słuszne, ani nie zamierzam pisać petycji do Marvela, żeby zaczęli robić „babskie” filmy. Mam takie wrażenie, być może mylne, że trochę za mocno zostałam skrytykowana za wyrażenie swojego zdania, które – wydaje mi się – nie jest nawet specjalnie kontrowersyjne, ot, przemyślenie.
            I jak pisałam wyżej (albo niżej, niezbadane są wyroki disqusa), nie chodzi o to, żeby robić film o Elsie – przeciwnie, raczej fajnie byłoby zobaczyć na ekranie, że kobiety mogą poradzić sobie nawet w ekstremalnych sytuacjach i robić typowo męskie rzeczy, a nie siedzieć zamknięte w wieży i czekać na księcia z bajki 🙂

          • Analogicznie w Legionie Samobójców mamy i damskie, i męskie postacie, też wszystkie na równi, też każdy miał swoją historię, która została opowiedziana, nikt nie był gorszy ani lepszy, niezależnie od płci. Abstrahując od opinii na temat tego filmu, chodzi mi jedynie o to, że da się zrobić bohaterki kobiece, które nie tylko pomagają facetom, ale też są zupełnie odrębnymi charakterami, czego w Marvelu jednak trochę brakuje (szczególnie w przypadku np. Pepper).

          • Włączyłaś moderację komentarzy? O_O Okej, dobra, spadam już.
            Tylko się powtórzę – da się, tylko czas. To nastąpi na 100%. Tylko, jak mówiłam, mówimy o wielkiej korporacji, której konkurencja czeka na potknięcia.

          • Powiedzmy, że pracuję z disqusem — moderacja jest znowu wyłączona 🙂
            Ja będę się upierała, że skoro Lucas zrobił do 40 lat temu, to argument „czas”… po prostu do mnie nie przemawia. Być może powoli wchodzimy w fazę mocniej sfeminizowaną, którą zacznie Kapitan Marvel, być może. Ale też nie przesadzałabym z tymi potknięciami — Samsung produkował wybuchające telefony i żyje, Marvel ogólnie robi dobre filmy, także wątpię, żeby kobiecy film nawet kilka lat temu miał okazać się niewypałem, a gdyby rzeczywiście publiczność była do niego sceptycznie nastawiona, to raczej nie zagroziłoby to pozycji takiego giganta.

          • Okej 😀
            To już zależy od ich indywidualnego podejścia. Można być jak DC – produkować słabe filmy i liczyć na nostalgię (dopiero WW jest dla mnie dobrym filmem), a można mieć podejście Marvela z uważaniem na wszystko. Zauważmy, że przemycili humor do Spider-mana i Thora dopiero po wyjściu Deadpoola (Tony’ego nie liczę, to postać, która od początku miała szokować, podobnie jak w komiksach). Założę się, że w Czarnej Panterze zwiększyli rolę siostry głównego bohatera, na ile mogli, bo WW właśnie.
            Ale się boją, bo z jednej strony starzy fani, z drugiej Disney, z trzeciej SJW w Stanach… dużo tego jest.

          • Pewnie masz rację, może po prostu wolą być ostrożni. Rzeczywiście ten humor pojawił się dopiero po jakimś czasie (aczkolwiek raczej nie oglądałam tych filmów w kinie, zaraz po premierze, także nie do końca powiązałam sobie to z wyjściem Deadpoola), a szkoda, bo akurat żarty są ogromną zaletą tych filmów!
            Powiem szczerze, że z DC oglądałam tylko Legion samobójców (no ok, może jeszcze Batmana), jakoś tamto uniwersum nie do końca do mnie przemawia, więc też nie chciałabym oceniać, czy to rzeczywiście robią w ten sposób. Tym bardziej, że Legion mi się podobał, chociaż nie kieruje mną nostalgia 😀 ale oczywiście nie chciałabym tylko na jego podstawie oceniać DC jako całości, dlatego ciężko mi porównywać działania DC i Marvela i w tym temacie wstrzymuję się od głosu.

          • Co do Legionu i jak powinien być zrobiony – na moje nieszczęście czytałam komiksy i oglądałam Atak na Arkham – https://www.youtube.com/watch?v=Ykac_OCWWfE.
            Koniec Legionu jest zupełnie niezgodny z charakterami postaci – w takim słodkim stylu Disneya, a mówimy o złoczyńcach, mordercach i psycholach.
            Wonder Woman polecam – może się spodoba, pierwszy film, który można jakkolwiek porównywać z Marvelem. I piękna muzyka <3
            Do czasu Ragnaroka starałam się być na bieżąco z Marvelem (a Deadpool to mój konik) i dlatego pewnie rzuciły mi się w oczy takie zależności. W sumie usłyszałam kiedyś, że Spider-Man Homecoming to taki Deadpool dla nastolatków i w sumie się z tym zgadzam.

          • No i polecam animowane universum DC, począwszy od nowego Justice League, w 2018 wychodzi Constantine – jeden z najlepszych charakterów w komiksach DC 🙂

          • Da się 😉 A co z Łotrem 1? Kolejna damska postać odegrała tam główna role 🙂
            Brawa dla Jyn Erso!

          • Natomiast jeśli chcesz poczytać dobrą babską serię komiksów Marvela, to od siebie polecam Marvel Divas.

          • Czarna Wdowa nie jest najsilniejszą kobiecą postacią Marvela. Zgodzę się że może być najbardziej rozpoznawalną. Jeśli chodzi o postaci dobre, to faktycznie konkurencja Gamory. Ale nie zapominajmy ze Marvel ostatnimi czasy dodał zastrzyk kobiet do filmów. Przykładam jest niedawny „Ragnarok” gdzie najpotężniejszą postacią jest właśnie Helena. Dodatkowo poznajemy tutaj ex Valkirie która też potrafi pokazać pazur. Co do strażników galaktyki zapomniałaś wspomnieć o Mantis, może nie jest to wojownik ale kolejny plus po stronie kobiet na ekranie. Co do Czarbej Pantery, mimo że nie widziałaś tego filmu, nie da się nie zauważyć ile silnych kobiet widzieliśmy w Wakandzie w starciu w „Infinity war”. No i przede wszystkim oczekiwane premiery Capitan Marvel, czy nawet nowego Ant-mana, gdzie dołączy do niego kobieca Osa.

          • Można tak sobie wymieniać bohaterki kobiece, ale nadal są to postacie właściwie epizodyczne (ok, Hela taką miała rolę, ale co się stało z Valkirią? Ona miała potencjał!), które owszem, wnoszą do filmów sporo, ale mimo to poświęca się im bardzo mało uwagi. Dopiero Kapitan Marvel może być (i prawdopodobnie będzie) postacią przełomową.