Szukamy sukni ślubnej — moje wrażenia po pierwszej przymiarce

Szukamy sukni ślubnej — moje wrażenia po pierwszej przymiarce
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Ostatnio pisałam na blogu, jak przygotować się do pierwszej przymiarki — dzisiaj sama jestem już po niej i chcę się podzielić z Wami wrażeniami. Przede wszystkim powiem Wam, jak ma się to, co można przeczytać w internecie na temat salonów sukien ślubnych i przymiarek do rzeczywistości, oraz na co warto zwrócić uwagę, odwiedzając kolejne salony i krawcowe. Zaczynajmy  🙂

Znaleźć suknię marzeń…

Na początek opowiem Wam trochę o moich przymiarkach i wrażeniach. Pierwszego dnia odwiedziłam sześć salonów, co jest całkiem w porządku. Niestety, w międzyczasie miałam ok. trzygodzinną przerwę, która zmęczyła mnie bardziej, niż same przymiarki.

Niektóre ekspedientki zupełnie olały mnie jako klientkę — zapomniały nawet zapisać sobie, że mam się danego dnia pojawić w salonie i były zdziwione, że przyszłam, bo mają na tą samą godzinę umówioną inną klientkę. Te salony zostały od razu skreślone z mojej listy.

Panie w niektórych salonach były zupełnie niezdecydowane, jakby nie miały pojęcia, co mogą mi doradzić. Kiedy mówiłam, że mam swój pomysł, ale jestem też otwarta na propozycję i chcę zobaczyć, co jeszcze mogą mi zaproponować — stały i uśmiechały się, jakby nie rozumiały, co do nich mówię. Salony z taką obsługą też skreślam i wiem, że na pewno do nich nie wrócę, bo szkoda mojego czasu.

Niestety, część salonów nie jest otwarta na zmiany w projektach i robienie dużych poprawek, szczególnie, jeśli nie szyją sukien sami, a jedynie sprowadzają. Nie znalazłam dziś dla siebie ani jednej sukni, która odpowiadałaby mi w stu procentach, gdybym chciała wybrać jakąkolwiek, niezbędne byłyby przeróbki — dlatego również te mało elastyczne salony odpadają.

Jeśli chodzi o szycie według własnego projektu, często jest to możliwe, ale tylko do pewnego stopnia. Kiedy proponowałam nietypowy, mało popularny krój, kilka pań powiedziało mi, że nie da się tego zrobić. Na szczęście każdy kolejny salon radził sobie coraz lepiej, a w końcu nawet trafiłam i na salon, i na krawcową, u których nie byłoby najmniejszego problemu z wykonaniem mojego pomysłu.

W większości salonów ogromnym minusem było też to, że mnóstwa rzeczy, materiałów, elementów wykończeń czy krojów sukien po prostu nie mają nastanie i nie da się ich obejrzeć, dotknąć, przymierzyć. Panie proponowały mi bolerka „z pięknej francuskiej koronki, której niestety nie mamy teraz na stanie, ale proszę je zamówić, będzie pani zachwycona!”. A co, jeśli na przymiarce tej jedynej, już prawie gotowej sukni ślubnej okaże się, że ta „piękna francuska koronka” pasuje tam, jak pięść do nosa? Czy wtedy sprzedawczyni nie powie mi, że teraz, skoro już jest uszyte, to za późno na zmiany?

W ten sposób wyeliminowałam aż cztery salony — został jeden salon i jedna krawcowa, z których usług mogłabym być zadowolona. Dodam jeszcze, że w każdym salonie moja Mama pytała gipiurę (duża, sztywna koronka) i panie z uśmiechem podawały mi kreacje z tym materiałem i zachwalały — dopiero krawcowa powiedziała, że gipiura średnio do mnie pasuje, wytłumaczyła, dlaczego i zaproponowała inne rozwiązanie. Uwierzcie, doceniłam to o wiele bardziej, niż usłużne podawanie i zachwalanie wszystkiego, o co poproszę w salonie.

Przede mną jednak jeszcze przynajmniej dwa dni dalszego jeżdżenia, dlatego nie podejmuję ostatecznej decyzji, dopóki nie odwiedzę wszystkich miejsc i nie zobaczę wszystkich sukien.

Na co zwrócić uwagę na pierwszej przymiarce?

Oprócz podejścia ekspedientek i możliwości wprowadzania własnych poprawek do projektów, zwracałam uwagę jeszcze na kilka rzeczy: czy dodatki (welon, biżuteria, buty) można nabyć na miejscu i czy coś z tych rzeczy jest wliczone w cenę sukni, jak suknie oraz ewentualne poprawki będą wyglądać cenowo oraz czy panie z obsługi potrafią doradzić mi taki krój, w którym będę się dobrze prezentować. Niestety, szczególnie w tym ostatnim zagadnieniu większość salonów poległa — panie po prostu podawały mi to, o co prosiłam, nie komentując, że w tym czy tamtym wyglądam źle, że to czy tamto nie pasuje do mojej figury.

Wrócę jeszcze to tematu braku produktów na stanie, bo to wydaje mi się szczególnie ważne. Jeśli chcę kupić syrenkę, to nie będę usatysfakcjonowana, jeśli pracownica salonu powie mi: „zdjęcie takiej sukienki jest na naszej stronie, może sobie je pani obejrzeć”, bo ja doskonale wiem, jak ta syrenka wygląda. Przecież nie chcę patrzeć, jak prezentuje się w niej modelka w internecie — chcę ją przymierzyć się i przekonać się, czy ja będę w niej dobrze wyglądała. Wierzcie, albo nie, ale nie każdemu będzie pasować syrenka. Albo princeska. Albo cekinowy gorset. Jeśli nie przymierzymy, nie będziemy tego na sto procent pewne. Niestety, mnóstwo elementów trzeba wybierać na czuja. Myślę, że lepiej wybrać salon, w którym mamy możliwość przymierzyć jak najwięcej różnych fasonów, a nie taki, w którym „to jest dostępne, ale nie teraz, jak pani zamówi to ją uszyjemy i wtedy pani zobaczy” — chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego.

Podsumowanie — jak naprawdę przygotować się do pierwszej przymiarki

W poprzednim tekście o przygotowaniach do przymiarki wymieniłam najważniejsze rzeczy, jednak po moim własnym maratonie po salonach mody ślubnej mam kilka dodatkowych refleksji, które przedstawię Wam w postaci krótkiej listy:

  • optymalny czas na „załatwienie” jednego salonu to godzina,
  • przerwy między przymiarkami nie powinny być dłuższe, niż czas potrzebny na dostanie się do kolejnego salonu (długie przerwy bardzo męczą),
  • warto zdecydować się na przymiarki w dzień, kiedy pogoda będzie jak najbardziej neutralna — to, wbrew pozorom, ma spore znaczenie, szczególnie dla naszego samopoczucia,
  • warto zabrać ze sobą kogoś, kto obiektywnie oceni przymierzane kreacje, ponieważ ekspedientki raczej tego nie potrafią.

A Wy jakie macie wspomnienia ze swoich pierwszych razów w salonach sukien ślubnych? A może wybór kreacji jest jeszcze przed Wami i macie jakieś wątpliwości i pytania, na które nie znalazłyście jeszcze odpowiedzi? Dajcie znać w komentarzach 🙂



  • Ja na swojej pierwszej przymiarce byłam u Anny Kary w Krakowie i pamiętam, że byłam bardzo zawiedziona. Po pierwsze – niemiłe ekspedientki, po drugie – mogłam zmierzyć tylko 5 (jakoś tak) sukien, bo więcej to ‚bez sensu’, ‚strata czasu’ i krótko mówiąc nie pozwolono mi na większe szaleństwa, po trzecie – nie mogłam robić zdjęć. Ja wiem, ja wiem, że to wszędzie tak jest. Ale myślałam, że u znanej projektantki, gdzie suknie kosztują po 5 tysięcy w górę, zdjęcia sukien na stronach są w super jakosci, to będę mogła się choć przespać z tym, która podobała mi się najbardziej i na którą zdecyduje się wydać 1/8 mojego budżetu weselnego. Ostatecznie olałam Annę Karę właśnie za te wpadki!

    • Niestety, te miejsca, które wydają się najbardziej luksusowe często rozczarowują najbardziej. Wysoka cena i prestiż nie zawsze idzie w parze z dobrą obsługą. U mnie też właśnie w tym salonie z najlepszymi opiniami w internecie i najdroższymi sukniami było najmniej fajnie — co prawda mogłam robić zdjęcia i mierzyć dowolną ilość sukien, ale pani zapomniała mnie wpisać w kalendarz i nie była najmilszą osobą we wszechświecie, a do tego okazało się, że nie ma co liczyć na przeróbki większości sukien, mimo, że mają krawcową, która pozostałe modele poprawia.

  • pani Mondro

    sprzedawców niestety nie uczą doradzania, tylko wciskania klientom wszystkiego co się da, czy potrzebuje czy nie, ale owszem zdarzają się sprzedawcy z powołania, którym zależy jednak na zadowolonym kliencie, bo zadowolony klient zawsze wróci, a jeśli nie (bo trudno być stałym klientem sukien ślubnych :D) to na pewno poleci dalej 🙂

  • Ja za mąż się nie wybieram,ale z relacji znajomych wiem, że to jest akcja znicz z tymi sukniami 😀
    Pochwalisz się tą idealną jak już będzie wszystko gotowe? 😉

    • Niestety, pochwalić się będę mogła dopiero po ślubie, bo Radolski jest bardzo wrażliwy jeśli chodzi o suknie i absolutnie nie chce o nich słuchać, a co dopiero, jakby natknął się na zdjęcie tej jedynej w internecie! 😀

      • hehe, no to zostaje cierpliwie poczekać 😀

  • Z tą przymiarki w neutralną pogodę to zgadzam się. Ja nie wyobrażam sobie inaczej, tym bardziej, że nie lubię przymierzać ciuchów. Zazwyczaj po jakimś czasie robi mi się gorąco, a ja tracę nerwy i dobry humor. Ja dopiero przed tym wydarzeniem, ale mam nadzieje, że nie będę mieć jakiś szczególnych problemów.