Podsumowanie czerwca

Podsumowanie czerwca
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Jak zwykle koniec miesiąca to czas na małe podsumowania. Dzisiaj będziecie mogli przeczytać o wyzwaniach, jakie podjęłam w czerwcu, serialach, kosmetykach i ciekawych tekstach, jakie przeczytałam na innych blogach. Tym razem bez zamykania się w trzech kategoriach, jak to robiłam dotychczas. Zapraszam na zupełnie nowe podsumowanie 🙂

Po pierwsze, na początku czerwca wzięłam udział w wyzwaniu fotograficznym zorganizowanym przez Magdę z Save the Magic Moments. Co prawda po kilku dniach wymiękłam, ale muszę przyznać, że praca nad tą nieliczną ilością zdjęć, jakie przygotowałam z tej okazji była dla mnie nie tylko ogromną motywacją, ale też świetną zabawą. Prace nie tylko moje, ale także innych blogerek znajdziecie w social mediach pod hashtagiem #klubowewyzwanie.

Przy okazji wyzwania mogłam trochę zastanowić się nad książkami, które czytam i mam w domu. Doszłam do tego, że czasem bardzo trudno wybrać jest jednego ulubieńca, albo jednego, subiektywnie najlepszego, przedstawiciela danego gatunku, albo po prostu jedną książkę z najładniejszą okładką, którą chciałoby się pokazać światu. Podobno tak, jak matki nie pyta się o ulubione dziecko, tak nałogowych czytelników nie wypada pytać o ulubioną książkę. No cóż, coś w tym jest.

Wiecie, co jest moją drugą miłością, zaraz po książkach? Seriale. Czasami nie mam ochoty męczyć oczu i wyobraźni, wolę zdecydować się na coś prostszego w odbiorze i wtedy właśnie sięgam po seriale. W tym miesiącu oglądałam trzy i o nich chciałabym Wam krótko opowiedzieć.

Zacznijmy od „Wielkich kłamstewek” — podobno to majstersztyk. Mnie dwa pierwsze odcinki, niestety, zupełnie nie zachwyciły. Prawdopodobnie kiedyś spróbuję jeszcze raz, z resztą często taki powrót okazuje się świetną decyzją, bo dopiero za drugim razem zaczynam czuć chemię do serialu, ale póki co mam na oku kilka innych pozycji.

Druga sprawa — „Pretty little liars”, które ciągnęło się niemiłosiernie przez ostatnie siedem lat mojego życia (rany koguta, to dłużej, niż znam Radolskiego!) i wreszcie się skończyło. Serial gdzieś tak po drugim, może trzecim sezonie totalnie przestał mieć sens, ale to mi nie przeszkadzało. Trochę z sentymentu, trochę z ciekawości oglądałam do końca i mimo, że nie jestem zadowolona z finału, to cieszę się, że ta historia już się skończyła i że skończyła się właśnie tak.

I po trzecie: legendarne „Twin Peaks”, które wróciło na ekrany po dwudziestu pięciu latach! Stare „Miasteczko Twin Peaks” bardzo mi się podobało, choć i jemu momentami brakowało logiki, a finał przez te wszystkie lata prosił się o dalszy ciąg! W końcu nowe odcinki pojawiły się w TV i… no cóż, chyba wolałabym, żeby ich nie było. To zupełnie inny klimat, może po prostu go nie czuję, może Lynch to nie mój reżyser, może za głupia jestem, żeby to zrozumieć — po prostu to nie dla mnie. Ale oglądać będę, bo podobnie, jak w przypadku „Pretty little liars”, muszę wiedzieć, jak się skończy.

Te trzy seriale były moimi obowiązkowymi pozycjami na wiosnę — zobaczcie, co jeszcze koniecznie chcę obejrzeć w tekście „TOP 5 seriali na wiosnę„!

Zwykle po obejrzeniu kolejnego dziwacznego odcinka jednego z moich ulubionych seriali, potrzebuję czasu na zebranie myśli. Najbardziej lubię robić to w wannie, chociaż ostatnio zamieniłam wannę na… miskę i pokochałam moczyć stopy. A wszystko to, dzięki perełkom do moczenia stóp, które kupiłam na promocji w Rossmannie. Wystarczy kilka minut i stopy są zupełnie jak nowe — szczególnie polecam osobom, które mają stojącą pracę, lub chodzą w ten upał całymi dniami w pełnych butach.

Druga rzecz, którą uwielbiam, to odpowiedni nastrój. Jestem fanką świeczek zapachowych i naprawdę lubię odpalić sobie jedną lub kilka wieczorem. Te na zdjęciu to świeczki i podgrzewacze firmy Bispol. To najpiękniej pachnące świeczki, jakie miałam!

podsumowanie czerwca

Wracając do pielęgnacyjnych trików — mam dla Was coś ekstra, co niedawno wyczytałam na blogu XaviLove. Goszcząca na blogu Amandy Patrycja wreszcie wyjaśniła mi (i setkom innych kobiet!), czym jest płyn micelarny, jak działa i jak go poprawnie używać. Wiedziałyście, że po użyciu płynu micelarnego trzeba koniecznie spłukać go z twarzy czystą wodą, albo tonikiem? Ja nie miałam pojęcia, toniku nie używałam w ogóle, wychodziłam też z założenia, że skoro właśnie zmyłam makijaż płynem, to nie mam potrzeby znowu myć twarzy wodą. I to był błąd, a dlaczego — tego już dowiecie się z bloga Amandy.

To tyle na dzisiaj. Poznaliście moich ulubieńców i nieulubieńców, a teraz dajcie znać, co Wy w tym miesiącu poznaliście i pokochaliście 🙂