Niezależne, ale nieodważne – czy kobieta może zrobić pierwszy krok

Niezależne, ale nieodważne – czy kobieta może zrobić pierwszy krok

Dzisiaj wyjątkowy dzień — mam na blogu gościa. Jest nim Marta z bloga Nocna Kawa, która opowie Wam o swoich doświadczeniach związanych z robieniem pierwszego kroku przez kobiety. Wiem, że takie rozwiązanie ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników — tych drugich Marta spróbuje przekonać, że to nic złego, kiedy kobieta podrywa mężczyznę. Gorąco zapraszam na tekst jej autorstwa 🙂

Czy kobieta może zrobić pierwszy krok?

Wyobraź sobie zatłoczony pub, pachnący spoconymi ciałami i chmielem. Siedzisz przy drewnianym stoliku, trzymając w dłoni zimny kufel z piwem i opowiadasz swojej przyjaciółce o cholernie trudnym tygodniu w pracy, przekrzykując piosenkę Boba Marleya.

Do pubu wchodzi grupka chłopaków. Poznajesz wśród nich starego kumpla ze studiów. Chwilę później siedzicie razem, głośno śmiejąc się z żartów, którymi rozbraja całą grupę uroczy rudzielec. Spoglądasz w kierunku znajomego. Szybciej bije Ci serce. Głowę wypełniają wspomnienia. Podobał Ci się. Obłędnie. Nadal sprawia, że czujesz w sobie lekkość nastolatki, biegającej boso po mokrej trawie.

Chciałabyś usiąść z nim przy innym stoliku i porozmawiać. Patrzeć w jego ciemne oczy, które zawsze kojarzyły Ci się z kasztanami, spadającymi jesienią na szare chodniki. Zastanawiasz się, czy nie zacząć z nim jakiejkolwiek rozmowy, choćby przy znajomych. Ale czujesz blokadę. Mężczyzna powinien o kobietę zabiegać, powoli ją zdobywać – słyszysz w myślach słowa babci, mamy i koleżanek.

Rozchodzicie się do domów, jesteś wkurzona. Na siebie. Aż palą Cię policzki ze złości. Znowu się rozmarzyłaś, zamiast działać.

Dziewczyńskie zaloty? Przecież to męska działka!

Gdyby kilka lat temu ktoś zapytał mnie, czy podeszłabym do chłopaka, który mi się podoba, najprawdopodobniej wyśmiałabym go, pytając: czy to nie mężczyznom przypisuje się rolę zdobywców? Dlaczego miałabym narażać się na odrzucenie, skoro facet powinien wyłapać mój wzrok w tłumie, odważyć się i zaproponować mi taniec, kawę, zapytać, jak się nazywam? Cokolwiek.

Dlatego, zanim związałam się z lubym, moje miłosne podboje czasem kończyły się fiaskiem. Było tak: och, cóż za bystry przystojniak stoi po mojej prawej, cholera, cholera, cholera, ale niech ten Rafał odczepi się ode mnie. Przystojniaku, chodź do mnie. Podejdź, proszę. Nie widzisz, jak na ciebie patrzę? Naprawdę? Dzisiaj nie poznam nikogo ciekawego. Psiamać!

Dziewczyńska bierność jest wygodna. Ba, jest uwarunkowana kulturowo. Tyle, że kobiety nie lubią być traktowane inaczej niż mężczyźni. Mają rację. Pragną niezależności, wykształcenia, bogactwa. Niestraszne im robocze spodnie, malowanie ścian, wysadzanie budynków i utrzymywanie całej rodziny za swoją pensję. Ale boją się pierwszego kroku, zdobywania mężczyzn.

Moja historia

Przyglądałam mu się. Siedział na kanapie w mieszkaniu koleżanki, która zorganizowała imprezę dla znajomych z uczelni. Od niedawna reagowałam na niego inaczej. Chociażby kilka godzin wcześniej, kiedy szedł w kierunku uczelnianego budynku, szybciej biło mi serce. Siadał czasem koło mnie na zajęciach. Zdarzało się, że przypadkiem mnie dotknął. Trącił. Ależ miałam ciarki.

Od ponad dwóch lat jesteśmy parą. Wspominając początki naszej znajomości, zastanawiamy się, czy bez mojej odwagi bylibyśmy parą. Tamtego wieczoru postanowiłam odstawić w kąt wszelkie stereotypy. Przysiadłam się do niego. Zaczęliśmy rozmawiać.

Dlaczego warto?

Jestem zwolenniczką prostych rozwiązań. Łatwego i przyjemnego życia. Och, byłabym kosmicznie szczęśliwa, jeśli ludzie działaliby według swoich pragnień. Nie zastanawiali się tyle. Nie wchodzili w narzucone im przez kulturę i społeczeństwo normy.

Od dzieciństwa uczy się nas, że porażek należy unikać. Nie chwalić się nimi, kiedy wpadniemy w ich śliskie dłonie. Przecież rozpoczęcie znajomości z drugim człowiekiem może skończyć się niepowodzeniem. Albo odrzuceniem zaledwie po kilku minutach rozmowy.

Dlaczego zatem warto ruszyć tyłek i podejść do mężczyzny, który sprawia wrażenie fascynującego? Albo nie zagadać do dawno już poznanego?Myślę, że kluczowym argumentem jest możliwość osiągnięcia celu – a tym celem jest zdobycie jego zainteresowania. Nie ma się co łudzić. On nie wie, a nawet nie musi wiedzieć, że ktoś chciałby go lepiej poznać. Poza tym facet może być nieśmiały.

To także sprzyja łamaniu stereotypugłoszącego, że dziewczyny oczekują, aż ktokolwiek zwróci na nie uwagę, a same pozostają bierne. To cholernie niefajne, że mnóstwo kobiet przepuszcza okazję, by poznać kogoś fajnego. Jeśli facet nie okaże zainteresowania, nie musi to oznaczać, że myśli: ugh, cóż za brzydula do mnie podeszła. Może być zajęty, zakochany, nieposzukujący znajomości.

Płeć piękna powinna dostać medal w odrzucaniu męskich zalotów. Niemniej uważam, że zamiast bawić się w niedostępne strażniczki swojego jestestwa, powinnyśmy same wyciągać dłonie po to, czego pragniemy. Czyli także po mężczyzn. I obrywać po dupie, jak oni.

Sekret pierwszego kroku – czyli jak to zrobić?

Nie lubię sztuczek, udawania kogoś innego, dziwnych strategii. Wedle zasady, że życie powinno być proste – robienie pierwszego kroku również nie może być przekombinowane. Myślę, że luźna rozmowa, uśmiech, zaproszenie na herbatę to niewielkie kroki, którymi można wiele zdziałać. Nawet jeśli mężczyzna nie będzie skory do umawiania się na randki, może stać się super kumplem.

Wciąż mało mi dziewczyn w tych sprawach odważnych. Zainicjowanie znajomości nie łączy się z końcem bycia atrakcyjną. Skoro nie jesteśmy zdobyczami, na które należy polować, dlaczego w ten sposób się zachowujemy? I to wcale nie oznacza, że kobieta jest wówczas mniej pociągająca.

Działajmy dziewczyny, nie bójmy się odrzucenia. Nowych znajomości. I miłości. Nie uciekajmy przed własnymi pragnieniami.

M.

Tekst przygotowała Marta z bloga Nocna Kawa.