Egzaminy gimnazjalne i matury nie mają żadnego znaczenia

Egzaminy gimnazjalne i matury nie mają żadnego znaczenia
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, kocia mama i przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Co roku na przełomie marca i kwietnia zaczyna być głośno o egzaminie gimnazjalnym: o mój Boże, muszę siedzieć w książkach i zdać jak najlepiej!, a później: jejku, już po wszystkim, ale ulga!. Mija kilka tygodni (albo nawet nie!) i pełne strachu, a później ulgi westchnienia słychać z ust starszych roczników: matura to najważniejszy egzamin w życiu, muszę się uczyć! nareszcie po wszystkim, ale teraz będę umierać ze strachu, dopóki nie poznam wyników!. Czy naprawdę warto tak się denerwować? Prawda jest taka, że te dwa egzaminy nie mają absolutnie żadnego znaczenia.

Straszny egzamin gimnazjalny

Kiedy byłam w gimnazjum, większość dobrych uczniów nie mogła spać po nocach, „bo egzamin gimnazjalny”. Każdy chciał zdać go jak najlepiej, żeby dostać się do najlepszej szkoły. Nikt wtedy nie zdawał sobie sprawy, że to jedna wielka ściema i każdy bez problemu dostanie się do każdej szkoły w okolicy. Bo nie mieszkamy w stolicy, gdzie roi się od świetnych szkół ponadgimnazjalnych — tam rzeczywiście wynik egzaminu może mieć jakieś znaczenie (chociaż nie aż takie, żeby ze strachu nie spać po nocach). Mieszkam w aglomeracji śląskiej, dookoła jest mnóstwo miast, a w każdym po kilka szkół… które zabijają się o uczniów. Taka jest prawda, nie trzeba być wybitnym, żeby dostać się do liceum czy technikum, które uchodzi za dobre.

Gimnazjaliści obawiają się swojego egzaminu, nawet nie zdając sobie sprawy, że za kolejne kilka lat czeka na nich coś o wiele gorszego…

Koszmarna matura

I znowu ludzie chcą się zesrać, bo zbliża się maj, kwitną kasztany, trzeba doczytać Lalkę, bo na pewno w tym roku będzie na polskim — i tak dalej. Prawdą jest, że matura to już poważniejsza sprawa, w końcu od jej wyniku zależy, czy dostaniemy się na wymarzone studia. Ale wiecie, co?

Chyba nie znam osoby, która się nie dostała.

Nie dlatego, że pochodzę z bardzo ambitnego i inteligentnego ponad normę miasteczka, w którym wszyscy pilnie się uczą i osiągają bardzo dobre wyniki. Raczej dlatego, że nie jest trudno dostać się na studia. Jak nie w pierwszym naborze, to w drugim, jak nie na dzienne, to na zaoczne, jak nie na uczelnie publiczną, to na prywatną — opcji jest tyle, że każdy znajdzie dla siebie taką, na którą dostanie się bez problemu i z której będzie zadowolony (hahaha, żartowałam).

Rozumiem, że jeśli ktoś startuje na jakiś supertrudny, ambitny kierunek w Warszawce czy Krakowie, może mieć trochę pod górkę i wtedy rzeczywiście warto się do matury przyłożyć. Ale idąc na pierwszą lepszą uczelnię publiczną na filologię, pedagogikę, socjologię, zarządzanie, gospodarkę turystyczną — przysięgam, że nie ma się czego bać.

Matura co pół roku

W liceum słyszałam, żeby nie przejmować się maturą, bo na studiach ma się taką maturę co pół roku, a nazywa się ona sesja. Absolutnie nie będę powtarzać tego przekonania, bo nie do końca mogę się z nim godzić. Sesja nie jest ani lepsza, ani gorsza od matury, za to wygląda zupełnie inaczej i… szczerze mówiąc, studenci trochę luzują i nie podchodzą do niej z takimi nerwami, jak do egzaminu dojrzałości.

Rady starszej koleżanki

Co mogę powiedzieć jako osoba, która ma to już za sobą? Że po prostu nie warto się denerwować. A już tym bardziej, jeśli nie ma się w planach pójścia na prawo lub medycynę. Jak można nie spać po nocach z nerwów, że nie dostanie się na kulturoznastwo albo dziennikarstwo? Przecież po pierwsze, dostać się na większość kierunków jest naprawdę bardzo łatwo, a po drugie, jeśli nie ten, to są dziesiątki pokrewnych i każdy może znaleźć dla siebie drugą, piątą i ósmą opcję.

Na koniec więc apeluję — skończcie robić pod siebie na dźwięk słów „egzamin gimnazjalny” i „matura”, bo nie jest to warte takich ogromnych nerwów.



  • Jeśli chodzi o egzamin gimnazjalny to zgadzam się, że nie ma on aż tak dużego znaczenia.
    Matura jednak… Hmm… Jeżeli chcemy dostać się na takie kierunki jak weterynaria, medycyna czy nawet prawo to ma ona znaczenie. Ja przez słabe wyniki matury nie mogłam iść na wymarzony kierunek i teraz studiuje, coś z czym nie wiąże mojej kariery zawodowej.

    Pozdrawiam 🙂

    • Zgadzam się, o czym wspomniałam w tekście 🙂 ale jaki procent maturzystów faktycznie idzie na studia, na które aż tak trudno się dostać? 10? A w stresie miesiącami żyje jakieś 90…