6 najgorszych typów klientów

6 najgorszych typów klientów

Kto miał wątpliwą przyjemność chociaż przez chwilę pracować z klientem, ten wie, że bywają przeróżni, jedni gorsi od poprzednich. Taka praca nie jest zła, potrafi być nawet przyjemna i zabawna, ale niektórzy klienci naprawdę potrafią wyprowadzić z równowagi i zepsuć humor na resztę dnia. Jakie są więc najgorsze typy klientów?

Pan Śmieszek

Wchodzi taki do sklepu z żoną, ona ogląda typowo babskie rzeczy, Ty podchodzisz i pytasz:
– Czy mogę państwu pomóc?
– To tej pani można pomóc, he he, bo dla mnie się tu raczej nic nie znajdzie, he he he, nic mi chyba pani nie może zaproponować, he he he.
A kiedy wskazujesz mu dział męski, pochmurnieje i bąka coś o czekaniu na zewnątrz.
Ten typ klienta jest niegroźny, to po prostu faceci, którzy próbują być zabawni, ale kiedy słyszysz to któryś raz w ciągu dnia — no cóż, to jak słuchanie w kółko jednego żartu.

Pani Tornado

Wpada do sklepu dosłownie biegiem, zanim się obejrzysz, już zdejmuje wszystko z wieszaków, ogląda, przymierza, wyciąga z pudełek, wygrzebuje z półek i szuflad. Kiedy podchodzisz i proponujesz pomoc, zarzuca Cię górą rzeczy, mówiąc tylko „pani trzyma” i już biegnie do kasy, zostawiając Cię oniemiałą i zawaloną zakupami.

Pan Prezencik

Wchodzi, czasami trochę zawstydzony, i rozgląda się po sklepie. Kiedy podchodzisz, przyznaje nieśmiało, że szuka prezentu dla dziewczyny, ale właściwie to sam nie wie, co chciałby jej kupić. Proponujesz to i tamto, pół biedy, jeśli ma zapisane w telefonie wszystkie wymiary ukochanej, bo zdarzają się i tacy, co na pytanie o rozmiar odpowiadają: „taki, jak na panią”, albo — o, zgrozo! — „niech się pani nie obrazi, ale ona jest chudsza od pani, znajdzie się coś na nią?”.

Pani Skąpiradło

Rozgląda się po sklepie, od wejścia grzebie między rzeczami z wyższej półki, chociaż na pierwszy rzut oka widać, że ich nie kupi. W końcu podchodzi do kasy i prosi o „najtańsze rajstopki”, albo „rajstopki ze stretchu”, a kiedy mówisz, że do zapłaty ma 6,90 zł, oburza się, dlaczego tak dużo.

Pani Rabacik

Przychodzi chyba tylko po to, żeby spróbować szczęścia. Kupuję jedną czy dwie rzeczy, ma do zapłacenia śmieszną kwotę i rzuca niby od niechcenia: „a nie ma na to jakiejś przecenki?”. Jak mówisz, że nie — próbuje dalej: „ale ja tu przychodzę bardzo często, może jakiś rabat dla stałego klienta?” — zagaduje, chociaż widzisz ją pierwszy raz w życiu. Kiedy pozostajesz nieugięta, ona sięga po tajną broń: „ale przecież jakiś rabat pracowniczy pani ma, nie może mi go pani dać?”. I wtedy szczęka Ci opada i przebija się do sklepu piętro niżej…

Pani Zamieszanie

Ten klient to połączenie Tornada i Skąpiradła. Przychodzi, zaczyna grzebać po szufladach i szafkach, a kiedy pytasz, czy jakoś pomóc, okazuje się, że szuka rzeczy, która leży w drugiej części sklepu. Po co grzebie, skoro nawet nie wie, w czym? Wypytujesz, czego potrzebuje, wymagania ma całkiem spore, ale w końcu podajesz odpowiedni towar i odchodzisz, a ona ustawia się w kolejce do kasy. Kiedy przechodzisz obok, dopytuje jeszcze o cenę… i słysząc „13,90 zł” rzuca swoimi niedoszłymi zakupami prosto w Ciebie i wybiega, mamrocząc coś pod nosem.
 
A Wy macie jakieś przygody z klientami? 
A może będąc na zakupach byliście świadkami dziwnych sytuacji? 


  • po prostu Agata

    Nie można zapomnieć o sklepowych babciach, które spytane przez ekspedientkę przy kasie, czy to wszystko, nagle przypominają sobie milion rzeczy „to ja wezmę jeszcze tego batonika, a ma pani jakąś gazetkę? może poda mi pani jeszcze ten soczek..”, a ty stoisz za nią w kolejce i krew cię zalewa ;D
    Pozdrawiam
    Kaktusowy Sad