Wczasy w kraju, czy za granicą?

Wczasy w kraju, czy za granicą?
Jakiś czas temu czytałam na blogu Save the Magic Moments, jak Magda zachwala wczasy nad polskim morzem. Postanowiłam zrobić analogiczną listę, w której z mojego punktu widzenia porównam wakacje w Polsce i zagranicą. Jesteście ciekawi, jakie wyciągnęłam wnioski? Czytajcie.

Ceny

Noclegi nad morzem zaczynają się od 50 zł/os. My, na szczęście, nie płaciliśmy za wynajem pokoju, ale gdyby przyszło nam spędzić dwa tygodnie (bo tyle planowaliśmy) w najtańszej klitce, to łatwo policzyć, że za dwie osoby zapłacilibyśmy 1400 zł.
Do tego trzeba doliczyć jedzenie na mieście (lub dodatkową cenę za żywienie się w przydomowej stołówce, jeśli taka jest), a więc jakieś 30 zł/os. w przypadku obiadu (co już daje 840 zł za dwie osoby, zakładając, że jemy codziennie), do tego trzeba kupić coś na śniadanie i kolację. No i nie sposób uniknąć przekąsek na mieście, jak kebab, lody, czy piwo. Samo jedzenie codziennie dwóch gałek lub jednego loda kręconego daje 140 zł za dwie osoby. Na takie głupoty!
Podsumujmy: 1400 zł za nocleg + 1000 na jedzenie (ze śniadaniem, kolacją i zachciankami) = 2400 zł. Tyle samo daliśmy za dwutygodniowe wczasy all inclusive w Bułgarii dla dwóch osób. Samolotem.

Bezpieczeństwo

Magda napisała u siebie na blogu, że polskie morze jest bezpieczniejsze od zagranicy i rzeczywiście ciężko byłoby zaprzeczyć. Faktem jest jednak, że, po pierwsze, nie każde miejsce na świecie jest niebezpieczne, a po drugie, właściwie to i nasza ojczyzna nie jest tak zupełnie niezagrożona.
Wypadki zdarzają się wszędzie. Zamachy może nie wszędzie, ale kto wie, co będzie jutro? O ile wypad do Turcji czy Egiptu, kiedy sytuacja na świecie wygląda tak, jak wygląda, można uznać za totalną głupotę, to przecież nie wszystkim krajom przyklejamy metkę „uwaga, możliwy zamach”, a jednocześnie każdemu moglibyśmy ją przyczepić — nawet naszemu.
Jeśli ktoś powie mi, że jadąc do Portugalii, Grecji, czy Bułgarii ryzykujemy życiem, spytam go: a skąd wiesz, że w Polsce nic się nie stanie?

Odległość i wygoda

Te 600 km (w moim przypadku) do Bałtyku to i tak niewiele w porównaniu z południowymi krajami. Tym bardziej, jeśli ktoś mieszka bliżej morza. Jednak mając do wyboru 9 godzin drogi samochodem, lub 2 godziny lotu samolotem — wybieram to drugie.
Inna sprawa, jeśli miałabym jechać za granicę 30 godzin autokarem. Tak, robiłam to i powiedziałam sobie: nigdy więcej! Zdaję sobie sprawę, że samolot stawia pewne ograniczenia, choćby w sprawie bagażu i w tym wypadku rzeczywiście wygrywa Polska. Warto jednak być świadomym, że lot jest już w cenie wczasów, a paliwo trzeba do niej doliczyć, a te 30 czy ileś tam kilo w walizce to naprawdę dużo. Tym bardziej, że jadąc do hotelu nie musimy zabierać pościeli, ręczników i garnków, czy jakichkolwiek naczyń, które często zabierają nam miejsce, kiedy wybieramy się na kwaterę czy camping. Poza tym do luku bagażowego można oddać wózek dla dziecka, czy rower, a więc przewóz tego samolotem też nie stanowi problemu.
Z drugiej strony, znam ludzi, którzy jeżdżą za granicę własnymi samochodami, do tego z dziećmi i są naprawdę zadowoleni z takiego rozwiązania. Akurat w tej kwestii wszystko jest kwestią gustu.

Pogoda

Pojechaliśmy z Radolskim nad morze na dwa tygodnie, a wróciliśmy po jednym. Zgadniecie, dlaczego?
Niestety, byliśmy na działce, w małym drewnianym domku, co w przypadku ciągłych ulew było jeszcze gorsze, niż siedzenie w wynajętym pokoju. Ilekroć wychodziliśmy do sklepu, albo na spacer, bo akurat wyszło słońce, wracaliśmy przemoczeni. Wczasy marzeń?

Tłumy

Ten punkt jest szczególnie dobrze widoczny w niepogodę — nagle wszyscy wychodzą na miasto, bo przecież bez sensu siedzieć na plaży i nie ma gdzie wejść na obiad. Ani gdzie chodzić, bo całe chodniki zalewają tłumy ludzi. Często z wielkimi pakunkami i parawanami, bo „może się przyda”.
Nigdy nie byłam przeciwniczką polskiego morza, chociaż od lat wolę zagraniczne wyprawy, ale tegoroczne wakacje zupełnie zmieniły moje postrzeganie tego tematu. Niestety, Karwia, do której w dzieciństwie jeździłam co roku i do której bardzo chciałam wrócić z narzeczonym rozczarowała mnie nie tylko brzydką polską pogodą, ale też tłumami ludzi i cenami. Podróż nie była tragiczna, ale nic nie dorówna dwóm godzinom w samolocie, bez choroby lokomocyjnej.
Czy mimo to odradzam wyjazdy nad polskie morze? Nie, bo Bałtyk ma pewien swój klimat, po prostu nie każdy go czuje. Ja w tym roku chyba zupełnie przestałam.
Jeśli spodobał Wam się tekst w tematyce wakacyjnej, tutaj możecie przeczytać wcześniejsze.