Będę szaloną żoną.

Będę szaloną żoną.
Zaskakująco często młode osoby planujące ułożenie sobie życia słyszą, że „to za wcześnie, lepiej dać sobie czas i się wyszaleć”. Zastanawiam się, komu i w jaki sposób ślub może przeszkadzać w zabawie i „szaleństwach”…

szaleństwo po ślubie

Chyba tylko tym, którzy aspirują do zaliczenia wszystkiego, co się rusza, zanim w końcu zwiążą się z „tą jedyną” osobą. W tym kontekście określenie „ta jedyna” jest dla mnie superśmieszne, ale co ja tam wiem o życiu.

Będę szaloną żoną

Oczywiście w ten pozytywny sposób. Tak samo szaloną, szalejącą, zabawną i zabawową, jak jestem teraz, jako nie-żona. Skoro chodziłam na imprezy z chłopakiem i chodzę z narzeczonym, to nie widzę powodu, dla którego nagle miałabym przestać imprezować z mężem. 
Przerażająco duża część osób, które znam (czy ogólnie, z którymi mam styczność, choćby w internecie) uważa, że zabawa i w ogóle całe życie polega na tym, żeby tak czy inaczej zaliczyć jak największą liczbę osób. Poderwać, pocałować, mieć jednorazową przygodę czy krótki związek — nie ważne, grunt, że można odhaczyć kolejne doświadczenie. 
Tylko po co? Po to, żeby później potencjalnemu mężowi móc się pochwalić: „kochanie, przed tobą miało mnie pół miasta”? Żeby móc sobie kiedyś powiedzieć: „na każdą imprezę przychodziłam sama, a wychodziłam z kimś, ale byłam zajebista”? 

Takie jest życie

Mam smutne wrażenie, że sporo moich znajomych jeszcze nie zrozumiało, że prędzej czy później będzie trzeba się ustatkować, pójść do pracy, założyć rodzinę — na tym polega życie. Ale to nie znaczy, że nie będziemy mogli więcej imprezować, bawić się i szaleć. 
Z młodości można korzystać również po ślubie, przecież nie będzie tak, że po powiedzeniu sobie sakramentalnego „tak” z wiadomego miejsca wyskoczy mi garstka dzieci, które będę musiała natychmiast nakarmić cyckiem i przewinąć. 
Żadna z nas nie zmieni się nagle, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w panią po trzydziestce, która musi odprowadzić do szkoły dzieci i zrobić im obiad. Formalizacja związku nie oznacza, że nasze życie zmieni się w coś smutnego i szarego — chyba, że sami na o pozwolimy. A jeśli z góry zakładasz, że małżeństwo trzeba odłożyć na jak najpóźniej, bo po nim jest już tylko trumna, to ogromnie Ci współczuję. 
A Ty co myślisz o konieczności „wyszalenia się” przed ślubem? 
Czy Twoim zdaniem można bawić się także jako żona i mąż? 

Jeśli Ty też prowadzisz bloga, zajrzyj do mojej facebookowej grupy dla rozwijających się blogerów 🙂 Możesz również polubić mnie na Facebooku, żeby być na bieżąco z nowymi postami i innymi informacjami 🙂