Szybki ślub, bo dziecko w drodze.

Szybki ślub, bo dziecko w drodze.
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, kocia mama i przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula
Żyjemy w dziwacznym świecie, wśród ludzi, którzy zawsze będą ze wszystkiego niezadowoleni. Nawet ze spraw, które ich nie dotyczą i ani trochę nie powinny interesować. Szczególnie dobrze widać to, kiedy pojawia się temat ślubu: za wcześnie, za późno, czemu sam cywilny, czemu sam kościelny, co tak skromnie, co tak na bogato, a tak w ogóle to pewnie dziecko w drodze. 

ciąża spożywcza

Życie ma pewne zasady. Tak to już jest, że najpierw chodzi się do szkoły, później może nawet na studia, w końcu do pracy, a w międzyczasie zakłada się rodzinę — i nie mam to na myśli rozpoczynania masowej produkcji dzieci, a raczej związanie się z drugą osobą i planowanie spędzenia z nią reszty życia. Dziwi mnie, że tak wiele osób nie może pogodzić się z tą oczywistością.
Bardzo często, kiedy jakaś stosunkowo młoda para zaręcza się, lub — nie daj Boże! — bierze ślub, zaczynają się plotki i domysły. Coś za wcześnie, pewnie wpadli. Całe życie przed nimi, na pewno sami by się na to nie zdecydowali, ale muszą, bo dziecko w drodze. Biedna, z brzuchem pójdzie do ślubu, no ale to tylko jej wina. 
Rozumiem, że takie myślenie jest w jakiś sposób uzasadnione — chyba szczególnie w ciągu ostatnich kilku, kilkunastu lat całkiem sporo było takich młodych rodziców biorących ślub z przymusu, ale absolutnie nie jest to reguła. Można związać się w młodym wieku z miłości i tak się składa, że naprawdę dużo par się na to decyduje. Bo dojrzali do tego, są po prostu gotowi, albo z jakiegoś powodu tak im będzie w życiu wygodniej. 
Ciekawa sprawa, że pokolenia naszych mam, częściej babć, również bardzo wcześnie wydawały się za mąż, rzeczywiście w tym samym czasie rodząc dzieci i jakoś nikt nie widział w tym nic złego — było to na porządku dziennym — a dzisiaj nagle „wczesny” ślub jest zbrodnią.
Niestety, w takim żyjemy świecie, że ciężko jest wszystkim dogodzić. Zawsze pojawią się głosy, że jest za wcześnie, za późno, za skromnie, za bogato, za elegancko, za nijako, a tak w ogóle to czemu bez kościelnego? Ludzie zapominają, że ślub i ogólnie życie dwójki ludzi to tylko i wyłącznie ich sprawa. Pół biedy, gdyby zapominały o tym babcie i ciocie, które chcą doradzić. Ale nie, najbardziej w cudze życie mieszają się koleżanki sprzed lat, zazdrosne chyba, bo ich faceci jeszcze nie dorośli do chociaż jednego poważnego kroku. Albo, bo ich faceci nie istnieją. 
Dzisiaj ktoś mi zarzuca, że trochę wcześnie te zaręczyny, a ja już się boję na myśl, że lada dzień będzie mi wypominane również, że kupiłam za drogą suknię ślubną, a za mało wydałam na wystrój kościoła. I tak w ogóle to dlaczego jednak ten kościelny, no kto by pomyślał, po tobie to bym się raczej cywilnego spodziewała, paczcie państwo, jaka nagle święta. 
Nikt nie myśli o tym, że być może „wczesny” ślub biorą odpowiedzialni ludzie, którzy owszem, planują powiększenie rodziny, ale dopiero za kilka lat, a do tego czasu chcą się odpowiednio przygotować — na przykład, dopełniając zawczasu wszystkich formalności.
Na koniec dodam tylko, że podobny tekst u siebie na blogu opublikowała całkiem niedawno Sylwia i mimo, że zdanie mamy praktycznie takie samo, to zapraszam do zapoznania się również z jej wersją wydarzeń 😉 

A Ty co myślisz o „wczesnym” ślubie? 
Jaki wiek jest, Twoim zdaniem, optymalny na taką decyzję? 
A może w ogóle jesteś przeciwnikiem dawania ludziom okazji do plotek i dlatego wolisz nie formalizować związku? 

Jeśli Ty też prowadzisz bloga, zajrzyj do mojej facebookowej grupy dla rozwijających się blogerów 🙂 Możesz również polubić mnie na Facebooku, żeby być na bieżąco z nowymi postami i innymi informacjami 🙂