How to Get Away with Murder — Sposób na morderstwo.

How to Get Away with Murder — Sposób na morderstwo.
Jestem ogromną fanką seriali, o czym wspominałam na blogu już nie jeden raz. Dzisiaj chciałabym krótko zrecenzować „Sposób na morderstwo” — nietypowy serial kryminalny, który odkryłam całkiem niedawno. 
sposób na morderstwo

Bardzo lubię seriale, w których dużo się dzieje, fabuła nie jest taka prosta, jak mogłoby się wydawać, a morderstwo goni morderstwo. Moim najnowszym odkryciem, które bardzo szybko awansowało na ulubieńca, jest „Sposób na morderstwo”, czyli nietypowy serial kryminalno-prawniczy.

Sposób na morderstwo

Annalise Keating jest świetną prawniczką i profesorką prowadzącą zajęcia dla przyszłych obrońców. Uczy na nich swoich studentów, jak doprowadzić do uniewinnienia klienta. Dodatkowo zatrudnia piątkę najlepszych uczniów w swojej kancelarii, gdzie nie tylko pomagają jej wyjść zwycięsko z sądowych batalii, ale również przeżywają dziwaczne przygody, znajdują miłość, przyjaźń i zrozumienie. Żeby praca prawnika i studia nie okazały się zbyt łatwe, uczniowie Annalise zostają wplątani w jedną z poważnych kryminalnych spraw. 
W serialu został zastosowany chyba dość nietypowy i rzadko spotykany zabieg — od początku wiemy, jaka zbrodnia i przez kogo została popełniona, a później, wraz z bohaterami, cofamy się w czasie i odkrywamy, jak do niej doszło. Taki sposób pokazywania wydarzeń, szczerze mówiąc, momentami trochę mnie irytuje, jednak można się do tego przyzwyczaić i nie przeszkadza w oglądaniu.
„Sposób na morderstwo” nie jest ani typowym serialem prawniczym, ani kryminalnym. Zbrodnie przeplatają się tam z wykładami profesor Keating, pracą w kancelarii, przygotowywaniem się do obrony klientów, ale także z prywatnym życiem studentów, imprezami i romansami. 
Fabuła serialu nie jest zbyt przewidywalna, przynajmniej do pewnego momentu. Scenarzyści starają się dawać widzom mylne wskazówki i wyprowadzać w pole, żeby chwilę później dać kolejną, tym razem dobrą podpowiedź. Po dwóch sezonach niektóre sprawy są jasne, inne rzeczy nadal pozostają niewyjaśnione, nie pozostaje więc nic innego, jak cierpliwie czekać na kolejne odcinki. 
Oprócz nietypowej formuły i interesującej fabuły, bardzo dużą zaletą „Sposobu na morderstwo” jest muzyka. Scenografia i kostiumy również trzymają poziom. Gra aktorska i same postacie w niektórych przypadkach pozostawiają trochę do życzenia, jednak większość z nich da się lubić i nawet pozwala sobie kibicować w codziennych (również sercowych) zmaganiach. 
Najsilniejszym charakterem „Sposobu na morderstwo” niewątpliwie jest sama Annalise — silna, niezależna kobieta, która ukrywa przed światem sporo ciemnych sekretów i czasami przestaje sobie z nimi radzić, okazując słabość — jak każda z nas. Jej metody pracy, inteligencja i umiejętność wygrania nawet najtrudniejszych spraw bardzo mi się podobają. 
Nie jestem pewna, na ile prawdopodobne są niektóre zabiegi, których Keating i jej studenci wykorzystują do uniewinnienia klientów, czasami nawet zastanawianie się nad tym psuje mi przyjemność z oglądania serialu (część działań na pewno jest niemoralna a nawet nielegalna, nie mam jednak pojęcia, jak stosowanie ich mogłoby wyglądać w rzeczywistości i czy byłoby to możliwe w amerykańskim, czy tym bardziej polskim sądownictwie). 
Mimo wszystko, „Sposób na morderstwo” jest naprawdę udaną produkcją, ja czuję w niej pewien powiew świeżości i mam ogromną nadzieję, że kolejne sezony nie zepsują tego wrażenia. Z czystym sumieniem mogę dołączyć serial do listy moich ulubieńców i polecić go fanom zagadek kryminalnych. 
A Ty oglądasz „Sposób na morderstwo”? 
Możesz polecić mi podobne seriale? 

Jeśli Ty też prowadzisz bloga, zajrzyj do mojej facebookowej grupy dla rozwijających się blogerów 🙂 Możesz również polubić mnie na Facebooku, żeby być na bieżąco z nowymi postami i innymi informacjami 🙂 



  • Kraków cudowne polskie miasto, ale niestety mój Kamil ma do niego wstręt i rzadko tam bywamy, a co do krecenia filmu rodem z bollywood to twoje przypuszczenia są trafne. W Krakowie mają być kręcone niektóre sceny do jakiegoś tanecznego filmu 🙂

    • Niestety, mój chłopak ma podobnie. Może nie tyle wstręt, ale nie widzi w Krakowie nic wyjątkowego, nie chce włóczyć się po rynku, ani zwiedzać. Nasza jedyna wycieczka do Krakowa nie była zbyt udana.

  • ja osobiście Kraków uwielbiam, mieszkam w nim już chyba z dziewięć lat i raczej jeszcze trochę tu zostanę. 😉 mój chłopak jest Krakusem z krwi i kości, więc jedynie jest problem, żeby go wyciągnąć do Warszawy, Kraków uwielbia i często po nim razem spacerujemy, bo chyba nigdy nam się nie znudzi. 🙂
    co do filmu, masz dobre przeczucia, nawet mój kumpel się do niego załapał jako muzyk. 😉
    i piękne zdjęcia, uwielbiam zawsze oglądać Kraków na zdjęciach różnych ludzi, szczególnie to z Wawelu bardzo fajnie wyszło. 🙂
    pozdrawiam.

  • To moje ukochane miasto w Polsce. 🙂 Jestem nim oczarowana absolutnie. Cudowny wpis.

  • aaa zapomniałaś o arrasach ;p

  • Mieszkałam w Krakowie prawie dwa lata i szczerze powiedziawszy jest on magiczny, ale dla osób, które nie muszą w nim żyć. Codzienne stanie w korkach w drodze do pracy i z pracy było strasznie męczące. Podobnie jak problemy z wolnym miejscem parkingowym, jakieś niespodziewane stłuczki spowodowane przez kierowców, których Kraków zaskoczył… może też dlatego tak średnio wspominam ten okres, bo wtedy głównie pracowałam i nie miałam czasu ani sił cieszyć się jego pięknem.

    Teraz odwiedzam go rzadko, wtedy kiedy jadę odpocząć lub coś zjeść dobrego w moich ulubionych miejscach. Wtedy czuję, że chłonę magię tego miasta.

    • Tak chyba jest z każdym większym miastem, że dla mieszkańców przestaje być magiczne — staje się po prostu miastem.

  • Olga

    Byłam kiedyś w Krakowie, bardzo ładne miasto, musze je odwiedzić ponownie 🙂

  • Basia Józefiak

    Miłość do Krakowa wyssałam z mlekiem matki, która tam studiowała. Była tam zaledwie 2-3 razy, ale ubóstwiam to miasto!

  • W Zabrzu też się trochę dzieję! Pomykałam ostatnio na dworzec autobusowy, a tam nagle ekipa filmowa zastawiła moje ulubione przejście za McDonaldsem i nie miałam kurde jak przejść. Jeśli chodzi o Kraków, podczas oglądania Twoich zdjęć dostałam w twarz wspomnieniem sprzed dwóch lat – gdy kolega bardzo prosił mnie o datek na zdjęcie z „rycerzami” stojącymi pod Kościołem Mariackim. Wydaliśmy na nich prawie dychę, ale fotki mamy piękne. C: