A czy Ty jesteś ekshibicjonistą w sieci?

A czy Ty jesteś ekshibicjonistą w sieci?
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula
Wiele osób narzeka, że pokazywanie w internecie całego swojego życia jest przesadą. 
Owszem, niektóre zachowania podchodzą pod ekshibicjonizm, ale nie oszukujmy się — taki styl życia jest znakiem naszych czasów i próba jakiejkolwiek zmiany prawdopodobnie jest niemożliwa. Pozostaje więc przestać narzekać i podłączyć się do tłumu lasek pokazujących cycki na instagramie. 

Oczywiście trochę przesadzam, ale tylko trochę. 
Odkąd internet stał się ogólnodostępny, możemy o wiele łatwiej kreować swój wizerunek tak, jak sobie tego życzymy i to bez wychodzenia z domu. Nie potrzebujemy prawdziwych znajomych, jeśli dostajemy pod zdjęciami setki lajków. A dostajemy, jeśli zdjęcia są dobre, albo… jeśli dużo odsłaniają. 
Z jednej strony dobrym przykładem są roznegliżowane fotki pięknych i zgrabnych (na pewno?) dziewczyn, które chcą być tak postrzegane, chcą budować swoją pewność siebie na serduszkach i kciukach otrzymanych od obcych ludzi tylko za to, jak wyglądają. Z drugiej jednak strony, panujący w sieci ekshibicjonizm wiąże się nie tylko z rozbieraniem. 
Przyznaję szczerze: kiedy Radolski mi się oświadczył, chciałam, żeby cały świat o tym wiedział. To dla mnie niesamowicie ważne wydarzenie i nie uważam za dziwne, że chciałabym się tym chwalić. Kiedyś, przed internetem, dzwoniło się do znajomych i mówiło: „wiesz, zaręczyliśmy się”. Pisało się ogłoszenia w lokalnych gazetach. Zamawiało się zapowiedzi w kościele przed ślubem. Dzisiaj od tego mamy facebooka, który działa szybciej i sprawniej. I nie ma w tym absolutnie nic złego, o ile wiemy, w którym miejscu znajduje się nieprzekraczalna granica intymności. 
Fajnie pochwalić się nienarodzonym bobasem noszonym w brzuchu, znajomi na pewno będą ciekawi takiej informacji, ucieszą się i pogratulują. Mniej fajnie pokazywać znajomym na portalach społecznościowych golusieńkie zdjęcia urodzonego już bobasa, kiedy mogą je zobaczyć wszyscy, nawet obcy ludzie. Albo pokazywać fotki z karmienia piersią. Fajnie, że masz dziecko, ale Twoje cycki interesują mnie znacznie mniej. Ale to temat wałkowany tysiąc razy, poza tym wracamy tutaj do rozbierania, a nie o to mi chodziło. 
Nie dziwię się parom, które chwalą w sieci się zaręczynami, ślubem, dzieckiem. Może informacja w ten sposób dotrze do dalszej rodziny, lub dawno niewidzianych znajomych — ta możliwość nawiązania kontaktu z każdym, kogo to interesuje i możliwość otrzymania jakiejś informacji zwrotnej naprawdę potrafi podbudować, jest fajna i ważna. Dzielenie się z innymi swoimi sukcesami i ważnymi chwilami to najnormalniejszy na świecie ludzki odruch, naprawdę! I nie trzeba się go bać, ani tłamsić w sobie. 
Inną sprawą jest zarzucanie znajomych wszystkimi szczegółami z naszego życia, również najbardziej prywatnymi (np. powody kłótni, rozstania, poważne problemy zdrowotne). Ludzie nie chcą o tym wiedzieć, nie interesuje ich to, często także nie wiedzą, jak na taką wiadomość zareagować, dlatego informowanie wszystkich wszem i wobec o pewnych sprawach jest po prostu nie na miejscu.

Nie rozumiem jednak krytykowania ludzi, którzy wpuszczają innych do swojego życia, ale robią to w granicach rozsądku. Bez pokazywania cycków. Bez zdjęć z tagiem #aftersex. Bez dokładnego relacjonowania każdej chwili. Każdy, kto jest użytkownikiem internetu, portali społecznościowych, itp. mniej lub bardziej odkrywa się przed innymi, a więc zarzucanie swoim znajomym ekshibicjonizmu jest zwyczajną hipokryzją, serio.

Zastanów się nad tym, zanim następnym razem wrzucisz na facebooka fotkę z wakacji albo wycieczki. Zanim napiszesz na blogu post, w którym ujawnisz jakikolwiek, nawet mało ważny szczegół ze swojego życia. Zanim udostępnisz link do mocnego, kontrowersyjnego artykułu, który czytałeś i z którym się w jakiś sposób utożsamiasz. To wszystko jedno i to samo, może czasami na mniejszą skalę, ale generalnie różnica jest niewielka.


A Ty ile siebie pokazujesz w internecie? 
Na ile odkrywasz się przed znajomymi z facebooka? 
Co myślisz o dzieleniu się z innymi ważnymi chwilami? 

Jeśli Ty też prowadzisz bloga, zajrzyj do mojej facebookowej grupy dla rozwijających się blogerów 🙂 Możesz również polubić mnie na Facebooku, żeby być na bieżąco z nowymi postami i innymi informacjami 🙂