Wymienianie się książkami jest niemoralne.

Wymienianie się książkami jest niemoralne.
Od jakiegoś czasu po Facebooku krąży łańcuszek-zabawa. Wyślij do kogoś jedną książkę, a dostaniesz 36 od innych. Czy taka akcja ma sens i jak zareagował na nią internet? 
książki

Osobiście uważam, że to świetna zabawa. Jasne, że raczej nikt nie dostanie 36. książek — żeby tak się stało, dokładnie sześcioro moich znajomych musiałoby zwerbować do wysyłania po sześciu swoich: w takim wypadku, owszem, dostałabym 36 książek za wysłanie jednej. Nie wierzę jednak — i chyba nikt nie powinien — że można dostać ponad trzydzieści książek od tak, z powietrza. 

Moim zdaniem, nawet otrzymanie dwóch, czy trzech egzemplarzy w zamian za jeden wysłany byłoby miłym zakończeniem ciekawej zabawy. Niestety, coraz więcej osób zaczęło krytykować akcję, twierdząc, że to oszustwo. Udało mi się wyczytać nawet, że to niemoralne, uwierzysz? 

Może Ty dostaniesz, ale kolejni — nie

To jeden z głównych argumentów przeciwników książkowej wymiany. „Czysta matematyka” — piszą, przytaczając z dupy wyjęte działanie matematyczne pokazujące, że jeśli piramida rozwinie się do dziesięciu poziomów, to będzie musiała wziąć w niej udział 1/3 mieszkańców Polski, co jest mało prawdopodobne. 
Chyba tylko nikt nie wpadł na to, że nie każdy z moich sześciu znajomych, którzy zgłosili gotowość do zabawy, rzeczywiście wyśle książkę. I nie do każdego rzeczywiście odezwie się sześciu chętnych znajomych. Więc mówienie o 1/3 populacji naszego kraju jest odrobinę na wyrost. 
Ja rozumiem, naprawdę rozumiem, że — upraszczając — w pewnym momencie skończą się chętni i będą osoby, do których nikt się nie zgłosił i nie dostaną książek. Ale ludzie, halo! To tylko zabawa, a udział w niej jest dobrowolny! Każdy powinien liczyć się z ewentualnością, że jego znajomi zawalą sprawę i zostanie z niczym. A „strata” jednej książki, która kurzyła się gdzieś z tyłu półki nie jest tragedią, która powinna zniechęcić ludzi do akcji.

To wyłudzanie danych osobowych

Wiem, że rozdawanie swojego adresu po to, żeby znajomy puścił go w świat nie jest specjalnie zachęcającą opcją, ale oskarżenie o próbę wyłudzenia danych? Tak, z tym też się spotkałam, ale autor tej genialnej teorii chyba zapomniał, że nasze dane nie trafiają do jednej konkretnej osoby, firmy, czy organizacji. Po prostu są podawane dalej, do ludzi. Nie ma jednostki, która spisuje i kolekcjonuje je wszystkie. Więc kto je niby wyłudza, co? 
Słyszałam też zarzuty, że dzięki przekazywaniu swojego adresu, akcja pomaga stalkerom. Bo teraz każdy — niezależnie od tego, gdzie mieszka i co w życiu robi — może przyjść akurat pod Twój dom, zacząć Cię śledzić i, nie daj Boże, okraść Cię pod Twoją nieobecność z cennych dóbr, którymi na pewno chwalisz się w internecie, stąd prześladowca wie, że je posiadasz. 
Przyznaję: jest jakieś znikome prawdopodobieństwo, że komuś coś takiego się przydarzy. Ale czy naprawdę potrzeba do tego jakiejś śmiesznej zabawy na Facebooku? Upubliczniamy w internecie tyle informacji o sobie, że podanie znajomym znajomych adresu niewiele zmienia. Gdyby chcieli, i tak dowiedzieliby się, gdzie mieszkasz — po informacjach z fejsa, po zdjęciach które robisz przed domem, albo w nietypowy, tradycyjny sposób (nikt chyba nie wziął pod uwagę, że to możliwe) — od Waszych wspólnych znajomych. 
Szczerze mówiąc, mój adres (stary, bo nowego nie miałam okazji ani potrzeby nikomu podawać) przez prawie dwadzieścia lat znało całe mnóstwo ludzi i, o dziwo, nie miałam z tego powodu żadnych przykrych przygód. Powiem więcej: w czasach przed internetem i przed smartfonami każdy miał adres każdego, bo odwiedzaliśmy się i wysyłaliśmy sobie pocztówki z wakacji. Stała się przez to jakaś tragedia? 

Twoja książka nie spodoba się innym

To akurat totalnie głupi argument, bo w sumie kogo to obchodzi? Wysłałam dziewczynie książkę — tak, zrobiłam to. Wysłałam znajomej znajomej książkę z Biedry, którą kiedyś kupiłam, ale mi się nie spodobała. Jeśli jej też się nie spodoba, to najwyżej poda ją dalej, albo nawet sprzeda, i co? A może akurat przypadnie jej do gustu. Nie ważne, jest mi wszystko jedno, na czyjej półce zalega ten konkretny egzemplarz. I zupełnie nie jest mi szkoda, że ją odesłałam. Równie dobrze mogłabym ją oddać do biblioteki — też nic bym z tego nie miała i też nie wiedziałabym, czy komuś innemu się spodoba, czy nie. 

Książki są drogie, po co kupować je obcym?

Ten argument mógłby mieć sens, gdyby nie fakt, że w zabawie można przekazywać nowe, kupione na tą okazję książki, lub takie, które już mieliśmy, nie są nam potrzebne, ale są w dobrym stanie. 
Nawet, gdybym nie miała w domu nic odpowiedniego do wysłania — kupiłabym. Przeczytałam na jakimś blogu, że książki kosztują powyżej 30 zł i nie każdy może pozwolić sobie na taki wydatek tylko po to, żeby ją komuś oddać. 
Jasne, ale nie jest narzucone, że książkę trzeba kupić w Empiku. Można też przejść się do Reala i wybrać niezłą, choć mało popularną 200-stronicową powieść za dyszkę. Ciężko było na to wpaść, no nie? 

Podsumowanie

Każdy ma swój rozum i może sam podjąć decyzję o tym, czy chce wziąć udział w zabawie, czy nie. Nikt nikomu nie każe wydawać setek złotych na prezenty dla obcych. Nikomu też nie spadnie z głowy korona, jeśli jeden raz coś podaruje, a w zamian — no cóż, wielka szkoda, ale zdarza się — nic nie dostanie. Jeśli nie chcesz podawać swojego adresu, zawsze można pomyśleć o przesyłce a paczkomat, czy inne cuda, na tym akurat się nie znam, ale wiem, że taka opcja istnieje. 
Ja wybrałam książkę, którą kupiłam rok temu, ale mi się nie spodobała. Ładne wydanie, sporo stron, świetny stan, żaden tam szajs. Wysłałam, będąc przy okazji niedaleko poczty, zapłaciłam pięć złotych. Nie wiem, czy dostanę chociaż jedną książkę w zamian, ale to nic. Fajnie, że mogłam w sensowny sposób pozbyć się czegoś, co zajmowało mi miejsce i nie było do niczego przydatne. Mam ogromną nadzieję, że nowa właścicielka będzie zadowolona, ale pewnie się nie dowiem, bo nigdzie się nie podpisałam i dziewczyna, choćby chciała, nie będzie wiedziała, komu podziękować. 
Czy zachowałam się niemoralnie? Ja tego tak nie widzę, ale może się mylę. 

A Ty spotkałeś się z tą zabawą na Facebooku? 
Wziąłeś udział? 
Co myślisz o tego typu łańcuszkach? 

Jeśli Ty też prowadzisz bloga, zajrzyj do mojej facebookowej grupy dla rozwijających się blogerów 🙂 Możesz również polubić mnie na Facebooku, żeby być na bieżąco z nowymi postami i innymi informacjami 🙂