Dlaczego lepiej nie jadać na mieście?

Dlaczego lepiej nie jadać na mieście?
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, kocia mama i przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula
Jesteś w szkole, na długiej przerwie pędzisz do sklepiku po zupkę chińską i bułkę z szynką. Masz okienko między wykładami, więc idziesz do galerii handlowej pochodzić po sklepach i przy okazji wpadasz do McDonalda coś zjeść, bo nie masz swoich kanapek. Wreszcie przychodzi upragniona przerwa w pracy — wpadasz do małej restauracyjki po drugiej stronie ulicy i zamawiasz danie dnia. 
Dlaczego tak uwielbiamy jeść na mieście i czemu nie powinniśmy tego robić na co dzień? Dlaczego nie możemy po prostu nosić ze sobą lunch boxów z pysznym domowym jedzeniem?

Zerknij szybko na małe zestawienie plusów i minusów jedzenia na mieście:

Plusy jedzenia na mieście

  • szybko
  • tanio
  • bez wysiłku
  • dużo miejsc do wyboru
I właściwie to tyle. To zalety jedzenia na mieście, z którymi nie da się polemizować… czy aby na pewno? 

Minusy jedzenia na mieście

  • Niby szybko, tak? A nie zdarzyło Ci się nigdy musieć czekać na żarełko, a potem jeść je w pośpiechu, bo wolny czas się kończy? 
  • Nie zawsze jedzenie na mieście jest opłacalne. W szkolnych sklepikach bułka z szynką potrafi kosztować 5 zł (pomyśl ile bułek i plasterków szynki kupisz za to w sklepie). W fast foodzie niby nie ma tragedii, ale czy na pewno pojesz sobie tym burgerkiem za kilka złotych? Bo ja musiałabym ich kupić kilka. 
  • Nie każdy ma swoją ulubioną knajpkę pod nosem. Czasami trzeba dojechać do niej autobusem, albo kawałek dojść i w ten sposób wracamy do punktu pierwszego — czas!
  • W Katowicach, gdzie studiuję, można zjeść coś dosłownie co krok. Ale czy jest to jednoznaczne z łatwym wyborem odpowiedniego miejsca? Tutaj zdecydowanie za drogo, tu za duża kolejka, tu nie ma już miejsc przy stolikach, a tam w ogóle nie ma stolików. Niby to tylko zapiekanka, ale fajnie byłoby z nią usiąść, a nie jeść w biegu. 
  • Wiem, że burgery w fast foodach leżą, pachną i kuszą, ale wydasz na niego ostatnie drobne, pomyśl, ile ma kalorii i jak bardzo jest niezdrowy. 

Plusy swoich kanapek 

  • Jeśli weźmiesz się za przygotowanie jedzenia wieczorem, to obędzie się bez marudzenia, że rano zaspałeś i już nie zdążyłeś zrobić sobie drugiego śniadania. 
  • Wiesz, co jesz! A w przypadku tajemniczych gotowych kanapek, czy ukochanych fast foodów nie jest to już takie oczywiste…
  • Jesz to, co lubisz! Czasami ciężko wybrać dla siebie coś z menu, nie ważne, czy to budka z kebabem na dworcu, czy restauracja Amaro. Ja, na przykład, nigdy nie jem na mieście zapiekanek, bo nie potrafię znaleźć nigdzie takiej bez pieczarek, których nie lubię. 
  • W wielu miejscach istnieje możliwość odgrzania obiadu — w miejscach pracy coraz częściej spotyka się mikrofale, albo kuchenki, a w szkole można poprosić o podgrzanie panią ze sklepiku, albo nauczyciela (w pokoju nauczycielskim też są takie cuda!). Przyniesienie ze sobą zupy w termosie nie jest więc związane z jedzeniem jej zimnej!
Nie jestem zwolenniczką jedzenia na mieście, bo najzwyczajniej w świecie szkoda mi na to pieniędzy. Wolę zabrać ze sobą kanapki, które zrobi mi mama, lub babcia. Mam nadzieję, że uda mi się przekonać chociaż kilka osób, że noszenie ze sobą własnego lunch boxa jest fajne… oraz, że zmieściłam się w temacie „lunch box”, który zadała na dziś Ania w swoim wyzwaniu 🙂 

A Ty zabierasz kanapki ze sobą, czy podczas przerwy jesz na mieście? 
Uważasz codzienne chodzenie do knajp za marnowanie pieniędzy, czy wolisz to od marnowania czasu, przygotowując lunch w domu? 

Jeśli spodobał Ci się post, udostępnij go na Facebooku, lub polub mój fanpage 🙂