„Scream Queens” — o co tyle krzyku?

Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, kocia mama i przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula
Kilka dni temu zauważyłam na Facebooku niemałe poruszenie, spowodowane premierą nowego serialu, „Scream Queens”. Najpierw ekipa od napisów wrzuciła na fanpage’a pilot serialu, a już po chwili, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać profile wychwalające krzyczące królowe pod niebiosa. 

O czym serial będzie opowiadał, jakie gwiazdy wcielą się w główne role, czy warto oglądać więcej, niż tylko pierwszy odcinek i ogólnie — o co tyle krzyku? — dowiecie się z dzisiejszego posta, zapraszam 🙂 
możliwe niewielkie spojlery, ale przysięgam, że nie napiszę, kto został zabity!

„Scream Queens” to czarna komedia opowiadająca o serii morderstw na kampusie amerykańskiej uczelni. Tajemniczy seryjny zabójca w przebraniu czerwonego diabła śledzi dziewczyny ze stowarzyszenia Kappa, oraz ich znajomych i wybiera wśród nich swoje kolejne ofiary. 

źródło: http://www.wickedhorror.com/
Ogólnie — Chanel i kilka jej klonów są mocno przerysowanymi szkolnymi divami z młodzieżowych seriali i trzęsą Kappą. Hester i jej nowa przyjaciółka chcą dostać się do bractwa i zaprowadzić w nim porządek i równość. Idealny scenariusz do serialu dla dziewczyn… gdyby nie (obrzydliwe, a nie straszne) sceny morderstw i głupawe gagi.
źródło: http://www.ibtimes.co.uk/
Pierwszy odcinek wydawał mi się słaby, głównie przez kiepski amerykański humor (który niektórzy lubią, i fajnie, nie oceniam). Scena, w której jeden z bohaterów wymienia smsy z mordercą, a przed wydaniem ostatniego tchnienia aktualizuje status na Twitterze zupełnie mnie zniechęciła, ale na Filmwebie przeczytałam, że później jest tylko lepiej, więc zaryzykowałam. 
Rzeczywiście, drugi odcinek podnosi poziom i nawet trochę zaskakuje. Chanel i jej sługusy wydają się jakby trochę mniej puste, fabuła coraz bardziej się rozwija, pojawiają się kolejne tajemnicze wątki. Tylko Hester nadal denerwuje mnie tak samo, ale może to wina aktorki, która trochę mi nie pasuje do tej roli. 
Inaczej jest z Emmą Roberts — ta, choć nie grzeszy urodą, idealnie wciela się w swoją postać.
Drugi odcinek serialu przekonał mnie do obejrzenia kolejnych — ale nie dlatego, że zapowiada się dobry serial. Raczej z ciekawości, w którą stronę zdecydowali się pójść twórcy. Być może wyjdzie z tego coś więcej, niż typowa amerykańska komedia na rozluźnienie. 

źródło: http://www.showtv.pl/
POST EDYTOWANY: 3.12.2015
Pierwszy sezon „Scream Queens” wielkimi krokami zbliża się do finału, dlatego postanowiłam dopisać kilka słów. Serial mnie nie zawiódł — trzyma w napięciu, zaskakuje, ale przede wszystkim przestał być absurdalny. Zdarzają się głupio-śmieszne wstawki, jak to w amerykańskich komediach, ale nie ma ich za wiele. Całość trzyma poziom, do końca sezonu zostały bodajże trzy odcinki i wierzę, że serial utrzyma poziom do końca. 
Oczywiście nie jest to nie wiadomo co — pamiętajmy, że to tylko czarna komedia o grupie studentów — ale jak na taki typ serialu i tak zniechęcający pierwszy odcinek, naprawdę jest dobrze. 

Podsumowanie

„Scream Queens” 

Kto gra: kilka naprawdę fajnych nazwisk oraz kilka gwiazdek na zachętę. Wielki plus za klatę Nicka Jonasa w drugim odcinku (tak, jestem fanką). 
Dla kogo: dla fanów amerykańskiego humoru i przerysowania.
Scenografia i muzyka: jak dla mnie, wszystko na wysokim poziomie. Zarówno muzyka, jak i sceneria świetnie oddaje klimat serialu. 
Ocena: po dwóch pierwszych odcinkach mogłabym dać jakieś 5/10, ale wolałabym się wstrzymać z oceną do końca sezonu. Po dziesięciu odcinkach, właściwie parę chwil przed finałem sezonu, z czystym sumieniem mogłabym wystawić serialowi 8/10, jednak z ostateczną oceną poczekam do końca.