Przedłużanie rzęs metodą 1:1.

Przedłużanie rzęs metodą 1:1.
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, kocia mama i przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula
Ludzie, a szczególnie kobiety, uwielbiają wiecznie coś w sobie poprawiać i upiększać. Ostatnio sporym zainteresowaniem cieszy się przedłużanie rzęs. Rzeczywiście fajnie mieć ładne, długie, gęste, sprawiające wrażenie permanentnie wytuszowanych włoski, jednak przed zdecydowaniem się na zabieg przedłużania warto wiedzieć kilka rzeczy. Zainteresowanych tematem zapraszam do czytania. 

Zauważyłam pewną interesującą regułę: kiedy coś jest nowe i moda na to dopiero się zaczyna, to lubimy z tym przesadzić i efekt jest odwrotny od zamierzonego. Po jakimś czasie, kiedy dana rzecz, dany zabieg staje się bardziej popularny, coraz więcej osób wybiera bardziej naturalne efekty. 

Tak było z solarium (na pewno pamiętacie czasy, kiedy po ulicach chodziła masa spalonych frytek, bo taka była moda), tipsami (dopiero jakiś czas temu długie brokatowe szpony ustąpiły miejsca delikatnemu frenczowi), oraz z rzęsami. 
Jeszcze rok temu, jeśli zobaczyłam gdzieś dziewczynę z przedłużonymi rzęsami, to zawsze wyglądały one maksymalnie nienaturalnie, jak jedna wielka rzęsa. Długie, gęste i pogrubione aż do przesady. Dzisiaj, na szczęście, panie częściej decydują się na krótsze włoski, które wyglądają po prostu jak pomalowane. 
Przedłużanie rzęs trwa sporo czasu (ja leżałam u kosmetyczki prawie dwie godziny) i, oczywiście, kosztuje, jednak jest wygodnym rozwiązaniem, jeśli nie mamy ochoty codziennie malować oczu.
Jeśli chodzi o cenę, zauważyłam, że jest ona wprost proporcjonalna do efektu. Jeśli chcesz mieć jedną wielką rzęsę polaną klejem, wybierz miejsce, gdzie „kosmetyczka” zrobi to za 30 czy 50 zł. Jeśli wolisz naturalny i — przede wszystkim — estetyczny efekt, będziesz musiała trochę bardziej odchudzić swój portfel. 
Efekt ma się utrzymywać kilka tygodni, później przedłużone rzęski wypadają razem z naszymi naturalnymi. Życie rzęsy trwa kilka tygodni (mniej więcej od czterech do ośmiu) i to zupełnie normalne, że po tym czasie włosek wypada i jest zastępowany nowym. Razem z naszą rzęsą wypada również ta przyklejona do niej. Po jakimś czasie wszystkie przedłużone rzęsy wypadną razem z naszymi, ale to nie znaczy, że nasze oczy zostaną łyse — będziemy miały nowe włoski.
Czy przedłużane rzęsy są fajne? 
Na pewno przedłużanie rzęs daje pewną wygodę — przez kilka tygodni możemy cieszyć się pięknymi, gęstymi i długimi włoskami bez malowania. Właściwie wstajemy z łóżka jak pomalowane. 
Niestety, ma to też swoje minusy. Musiałam zrezygnować ze spania w opasce na oczach, oraz ze spania na brzuchu, żeby niepotrzebnie nie pocierać opaską czy poduszką o rzęsy, które wtedy mogą szybciej wypadać. 
Problemem jest też moczenie oczu, a tym bardziej wycieranie ich — przecież nie można trzeć. 
Ostatecznie zdecydowałam się nie przedłużać rzęs kolejny raz. Chciałam skorzystać z tego zabiegu przed wyjazdem do Bułgarii, jednak stwierdziłam, że wolę spokojnie kąpać się w basenie i morzu, niż martwić, czy nie zaszkodzi to rzęsą (a zaszkodziłoby). 
Na koniec zerknijcie na moje rzęsy przed zabiegiem i efekt po. Różnica w moim przypadku jest naprawdę duża.

A Wy co myślicie o przedłużaniu rzęs? 
Próbowałyście kiedyś? 


  • Z męskiego punktu widzenia – przedłużenie rzęs daje efekt nowości, widac zmiany. Musi być jednak niezbyt praktyczne przy uprawianiu sportu.

    • Mój chłopak, niestety, tych zmian nie zauważył, a szkoda, bo przecież po to kobiety dbają o siebie, skutecznie odchudzając swoje portfele, żeby panowie to zauważyli 🙂
      Jeśli chodzi o sport, pewnie w niektórych rzeczywiście może trochę przeszkadzać, jak np. w pływaniu, o którym gdzieś tam wspomniałam, ale np. przy bieganiu czy jeżdżeniu na rowerze raczej nie powinno mieć to znaczenia. Chociaż przyznaję się bez bicia, że nie wiem na 100%, bo nie sprawdzałam.

  • Moim zdaniem efekt jest bardzo widoczny. Wyglądają rewelacyjnie 🙂

  • Efekt jest niesamowity, ale skoro nie można trzeć oczu to chyba bym się nie zdecydowała. 🙂

  • Efekt bardzo fajny, zwłaszcza, że ja mam bardzo krótkie rzęsy, no i nawet ich nie maluję bo i tak są koloru czarnego. A zalotki i inne bajery niezbyt dają mi efekt "podkręcenia" więc przestałam się bawić w tusze 😉
    Tylko niestety taki zabieg chyba i tak nie jest dla mnie z dwóch powodów: ja ZAWSZE zasypiam na brzuchu, po prost w innej pozycji trwa to dłużej, a ja nie lubię się męczyć, no i często "trę" oczy w ciągu dnia jak np. jestem rozespana 🙂

    • Zalotka też u mnie nie działa, tusz nie robi wielkiego wrażenia, dlatego chciałam spróbować przedłużania i wreszcie poczuć, że mam rzęsy 🙂 Co do tego tarcia i zasypiania, naprawdę da się przyzwyczaić, chociaż na początku myślałam, że to będzie dla mnie duży problem 🙂

  • Próbowałam 3 razy i za każdym razem mówiłam…. nigdy więcej 😉