Dziewczyny, zacznijcie się szanować!

Dziewczyny, zacznijcie się szanować!
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula

Latest posts by Paula (see all)

Mówią, że jeśli sam się nie szanujesz, to inni tym bardziej nie będą. Jak najbardziej się z tym zgadzam. Ludzie widzą, na ile im pozwalamy i wykorzystują to. Jeśli pozwolisz ludziom zrobić z Ciebie idiotę, to zrobią to z radością. Są osoby, które cieszą się z bycia idiotą, bo dzięki temu jakoś zaistniały. W końcu nie ważne, co o Tobie mówią — byle tylko mówili. 

A jak wygląda szacunek w blogosferze, jeśli chodzi o kontakty niewielkiego blogera, jeszcze nie do końca wierzącego w swoje możliwości i firmy, która chce być uznawana za poważną? 
Ano tak, że firma wyzyskuje blogera, jak murzyna harującego w kamieniołomie za miskę ryżu. I wmawia mu, że to fajnie, bo przecież dostanie miskę ryżu! A za ścianą ludzie za tą samą pracę zgarniają tysiące zielonych… 

Nie ukrywam i nigdy ukrywać nie będę, że piszę do firm z pytaniem o współpracę. No dobra, nie tyle piszę, co odpowiadam na ogłoszenia, których ostatnio jest coraz więcej. Nie ukrywam też, że napisanie recenzji szminki marnej jakości, którą mogę kupić w pierwszym lepszym sklepie za niecałą dychę nie jest dla mnie dobrą propozycją współpracy. 
Owszem, mogę zrecenzować produkt we współpracy barterowej, ale nie byle jaki i nie wysłany do mnie na odwal się. Najchętniej za pracę i poświęcony czas przyjmuję pieniądze, ale dobrymi jakościowo produktami, które akurat mogą mi się przydać do czegokolwiek też nie pogardzę. 

Inna sprawa, jeśli ktoś zleca mi napisanie posta o firmie, czy produkcie, proponując w zamian zniżkę 10% i ewentualnie sam produkt, jeśli współpraca ze mną okaże się dla niego korzystna, uzasadniając to tym, że „warunki będę mogła stawiać, jak będę miała tysiąc obserwatorów, a nie sto”. Dobry argument? Średnio, bo jeśli bierzemy pod uwagę liczby, to nie te związane z obserwacjami, a z ruchem na stronie. 
Jakiś czas temu zgłosiłam się do współpracy z firmą od staników. Staniki mają naprawdę ładne, podobnego szukam od dawna, dlatego się do nich odezwałam. Przeszłam naprawdę nieźle zorganizowany proces rekrutacji, odpowiedziałam na milion pytań i dostałam odpowiedź. 
Że dadzą mi zniżki 10% na te ich staniki i jeśli przynajmniej X osób z tej mojej zniżki skorzysta, to dostanę jeden taki stanik, a jeśli mniej osób skorzysta, to dostanę rabat na stanik. A jeśli nikt nie skorzysta, to firma będzie miała za darmo reklamę, a ja ani stanika, ani nawet zniżki. 
Odpisałam grzecznie, że nie jestem tym murzynem z początku posta i nie będę robić za darmo, może mi dadzą, a może nie. Do tej pory, w mojej krótkiej karierze, spotkałam się z bardzo profesjonalnymi przedstawicielami firm, którzy dobrze wiedzieli, czego chcą i wiedzieli, co mogą zaoferować w zamian, jednocześnie dostosowując propozycję współpracy również do moich wymagań. 

Trzymałam kciuki za to, żeby każda blogerka, która dostała od nich takiego maila zwrotnego zrobiła to samo. A teraz piszę tego posta. Dlaczego? Bo się rozczarowałam. Zupełnie przez przypadek wpadłam na dziewczynę, która usiłuje teraz rozdać te nieszczęsne kupony zniżkowe. 10%, wiecie?
I w tym momencie totalnie straciłam wiarę w ludzi. Później blogerzy się dziwią, że rynek zepsuty, że fajnie by było zarobić na blogu, a tu firmy za współpracę proponują 10% zniżki na stanik. Miśki, szanujcie się i nie pracujcie za darmo! Napisanie każdego sensownego posta trwa, nie marnujcie swojego czasu na reklamę firmy, od której dostaniecie w nagrodę paczkę chipsów! Szanujcie się i dajcie się szanować. 

Oczywiście życzę wszystkim dziewczynom, które zgodziły się na taką formę współpracy z tymi i innymi firmami, żeby dostały te staniki, ale błagam Was: niech to będzie ostatni raz. 

*zdjęcia z kaboompics