RECENZJA: Opowiadania — Edgar Allan Poe.

RECENZJA: Opowiadania — Edgar Allan Poe.
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, kocia mama i przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula
Pierwszy raz „Opowiadania” Poego przeczytałam w podstawówce, kiedy pożyczyła mi je koleżanka. Od razu stałam się wielką fanką „Czarnego kota” i pozostałych historii, które były przerażające, ale również niesamowicie wciągające. Cały zbiór opowiadań pochłonęłam w jedno, czy dwa popołudnia. 
Tego lata postanowiłam do nich wrócić. Jakie emocje Poe wywołał we mnie tym razem? I jak się to ma do kolejnego zadania w wyzwaniu blogowym? Dowiecie się tego w rozwinięciu. 

Przez lata byłam zafascynowana nie tylko twórczością mojego ulubionego romantyka, Poego, ale również historiami nawiązującymi do jego dzieł, lub do niego samego. Z przyjemnością przeczytałam „Nevermore — kruk”, czy „Cień Poego”. Czy równie przyjemny był dla mnie powrót do opowiadań mistrza? 
Niestety, nie. Po kilku latach — kiedy jestem dorosłą osobą i nie boję się własnego cienia (kłamstwo!) — cudowne horrory Poego są dla mnie po prostu nudne. Historie nie robią na mnie już takiego wrażenia, jak kiedyś.
Najgorszą rzeczą, której po prostu nie mogę znieść, a która kiedyś zupełnie mi nie przeszkadzała, jest przekład. Większość utworów przetłumaczył Leśmian, którego bardzo lubię, jednak tym razem coś poszło nie tak. Całość jest dla mnie zbyt ciężka i zbyt stara — język, nadmiar opisów i niepotrzebne ozdobniki zupełnie odbierają mi przyjemność czytania i przeszkadzają w skupieniu się na samej treści. Nie wiem, jak dwunastolatka mogła czerpać przyjemność z czytania takiego potwora!
Oczywiście nadal jestem zafascynowana Edgarem i aurą tajemniczości, jaka otacza jego postać i twórczość, jednak odpuszczę sobie czytanie wszystkich opowieści, bo to po prostu zbyt nużące. Mimo wszystko, polecam Poego każdemu, kto lubi śmieszno-straszne historie, bo ostatecznie doszłam do wniosku, że takie właśnie są. 
Post powstał w odpowiedzi na kolejne zadanie w wyzwaniu blogowym zorganizowanym przez Owsianka i kawa. Temat dzisiejszego posta to „byle nie zielone”, a ja postanowiłam skrytykować książkę w zielonej okładce z wydawnictwa Zielona Sowa. Sprytnie, prawda? 
A Wy macie jakieś książki, które lubiliście dawniej, a po odświeżeniu okazują się okropne? 
A może przeciwnie, gust Wam się nie zmienia? 


  • No cóż, nic dziwnego, że tyle ozdobników, skoro tłumaczył Leśmian. Miał on ogromną tendencję do przesady. 🙂

    • Zastanawiam się, czy rzeczywiście tak to przekolorował, czy po prostu orginał też taki był, ale niestety nie znam angielskiego na tyle, żeby móc to sprawdzić 😉

  • Ja również zapoznałam się z Poem jako nastolatka, jednak później, we wczesnych latach liceum. I nie spodobały mi się, winę za to ponosi pewnie fakt, że w ogóle nie przepadam za twórczością romantyków. Ich utwory są dla mnie takie jakieś zbyt ozdobne i napuszone właśnie. Wtedy w Poem uderzało mnie też okrucieństwo, jak w Żabim Królu. Nie wiem jak odebrałabym to teraz, dekadę później.

    • Właśnie to okrucieństwo nigdy mi nie przeszkadzało, po prostu moje klimaty 🙂 Też nigdy nie byłam fanką romantyzmu, ale historie Poego jakoś mnie urzekły — niestety, jak się okazało, nie na długo.

  • Czy to mocny horror, czy lekki to nie dla mnie. Jestem totalnie anty horrorowa 😀

  • Uwielbiam poezję Leśmiana, ale Poego nie czytałam. Po Twojej recenzji chętnie do niego sięgnę. Kiedy następnym razem będziesz recenzować nam inną książkę usiądź do pracy z deserem mojego przepisu
    pozdrawiam
    Sprawdź

  • Lubię powieści Edgara już od wielu lat i od czasu do czasu do niektórych wracam, ale przyznaje wole czytać oryginalną wersję językową niż polskie przekłady.

  • Może infantylnie, ale dla mnie z pewnością jest to cykl Pamiętnik Księżniczki. Pamiętam jak emocjonowałam się kiedyś czytając to 🙂

  • Nie czytałam jeszcze ani jednego utworu tego autora, ale pewnie w przyszłosci nadrobię.:)
    kotoanalityk.blogspot.com