RECENZJA KOSMETYCZNA: Chanel Rouge Allure.

RECENZJA KOSMETYCZNA: Chanel Rouge Allure.
Paula

Paula

Miłośniczka pisania, pasjonatka planowania imprez, fanka seriali, kocia i psia mama, przyszła żona. Blogerka, edytorka, korektorka, fotografka, graficzka: w blogowym świecie — człowiek orkiestra.
Paula
Pochwalę Wam się (jakbym nie robiła tego od paru dni zapowiedziami tej notki), że jestem szczęśliwą posiadaczką pomadki Rouge Allure od Chanel w odcieniu numer 104, znanym również jako Passion. To, jak kosmetyk ten trafił na moją półkę to długa historia, ale o tym innym razem. Dzisiaj zapraszam na recenzję, w której odpowiem na bardzo ważne pytanie: lepiej kupić kilkanaście szminek po kilkanaście złotych, czy jedną markową za stówkę lub więcej? 

Która z nas nie marzy o Chanel? Ja swoją dostałam pod choinkę w ubiegłym roku i bardzo długo bałam się ją przetestować. Było mi jej strasznie szkoda, więc po prostu postawiłam ją na półce i podziwiałam. W końcu mój chłopak, który sprezentował mi ten symbol kobiecości zaczął się denerwować, że pomadka stoi nieużywana. No więc zaczęłam. 

Chanelka ma eleganckie czarne opakowanie ze złotym wykończeniem. Wyciąga się ją w dość ciekawy sposób — trzeba nacisnąć na górze i wtedy właśnie z góry można wyjąć część z właściwą pomadką. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak opakowaną szminką, więc byłam zdziwiona. 
Kosmetyk okazał się bardzo trwały. Wytrzymuje na ustach prawie cały dzień i wymaga poprawiania (nieznacznego i nie zawsze) tylko po jedzeniu, a gdybym zdecydowała się nie jeść, to dałby radę na ustach do wieczora, w przeciwieństwie do zdecydowanej większości drogeryjnych szminek,  które lubią schodzić z ust bardzo szybko. W przypadku Rouge Allure nie trzeba bać się oblizywania, picia, a nawet jedzenia. 
Niestety, nie udało mi się pokazać na zdjęciu rzeczywistego koloru pomadki. W rzeczywistości jest trochę ciemniejsza, niż wydaje się na fotce. W świetle dziennym wydaje się być mocno czerwona, dość ciemna, jednak zauważyłam, że w żółtym świetle żarówki (fu, nienawidzę żółtego światła) oraz na waciku lub chusteczce po starciu sprawia wrażenie raczej różowej, wręcz buraczkowej. 
Kilka słów podsumowania? Ok. 
Naprawdę polubiłam tą pomadkę i zdaję sobie sprawę, że pewnie wystarczy mi na lata.
Pomadki po kilkanaście złotych ZAZWYCZAJ znikają z ust bardzo szybko, dlatego trzeba je często poprawiać i — co za tym idzie — kończą się szybciej i częściej trzeba kupować nowe. Chanel nakładam rano i wytrzymuje ze mną co najmniej do późnego popołudnia, a więc widać stosunek jakości do ceny. 
Warto? Warto.